Finch dotarł tam pierwszy z magazynem, mamrocząc:

— Bardzo trudno usunąć sadze ze skóry.

— I proszę zdjąć kapelusz. Dobry Boże — powiedział pan Dunworthy, poprawiając okulary — okropnie pan wygląda. Gdzie pan był?

— Na boisku do piłki nożnej — wyznałem.

— Zgaduję, że gra była ostra.

— Znalazłem go w furtce dla pieszych obok boiska w Merton — wyjaśnił Finch.

— Myślałem, że był w infirmerii.

— Wylazł przez okno.

— Aha — powiedział pan Dunworthy. — Ale jak się doprowadził do takiego stanu?

— Szukałem strusiej nogi biskupa — odparłem.

— Na boisku w Merton?

— W ruinach katedry, zanim go zabrano do infirmerii — wtrącił usłużnie Finch.

— Znalazł pan to? — zainteresował się pan Dunworthy.

— Nie — przyznałem — i właśnie dlatego przyszedłem do pana. Nie mogłem dokończyć przeszukiwania ruin, a lady Schrapnell…

— …to pańskie najmniejsze zmartwienie — przerwał mi. — Nigdy nie przypuszczałem, że takie słowa przejdą mi przez gardło. Zakładam, że Finch wyjaśnił sytuację?

— Tak. Nie — poprawiłem się. — Może lepiej pan to streści.

— Powstał kryzys w związku z siecią. Zawiadomiłem Służbę Czasową i… Finch, czy Chiswick mówił, kiedy przyjdzie?

— Zaraz sprawdzę, proszę pana — obiecał Finch i wyszedł.

— Bardzo poważna sytuacja — kontynuował pan Dunworthy. — Jedna z naszych historyczek…

Wrócił Finch.

— On już jedzie — oznajmił.

— Doskonale — ucieszył się pan Dunworthy. — Zanim przyjdzie, sytuacja wygląda następująco: jedna z naszych historyczek ukradła loda i przeniosła go ze sobą przez sieć.

Loda. No, to przynajmniej miało więcej sensu niż koło. I wyjaśniało wcześniejszą uwagę pana Dunworthy’ego.



31 из 539