
— Widocznie jednak nie — stwierdził pan Dunworthy. W poczekalni rozległy się szurające kroki.
— Myślałem, że ona jest w Królewskiej Klinice — powiedział pan Dunworthy do Fincha.
W chwilę później do gabinetu wpadł niski mężczyzna o udręczonej twarzy. Miał na sobie laboratoryjny kitel i niósł popiskujący komunikator. Rozpoznałem go jako kierownika Służby Czasowej.
— Och, dobrze, że pan przyszedł, panie Chiswick — zaczął pan Dunworthy. — Chciałem z panem porozmawiać o wypadku dotyczącym…
— A ja chciałem porozmawiać o lady Schrapnell — wpadł mu w słowo Chiswick. — Ta kobieta jest całkowicie nieobliczalna. Wydzwania do mnie dniami i nocami, chce wiedzieć, dlaczego nie możemy wysyłać ludzi więcej niż raz w ten sam czas i miejsce, dlaczego nie możemy wykonać więcej przeskoków na godzinę, chociaż sama systematycznie ograbia mnie z personelu naukowego oraz obsługi sieci i wysyła ich wszędzie w przeszłość, żeby oglądali puszki na datki i analizowali łuki przyporowe. — Machnął piszczącym komunikatorem. — To znowu ona. Wzywała mnie sześć razy przez ostatnią godzinę i żądała informacji, gdzie się zapodział jeden z jej historyków! Służba Czasowa zgodziła się na ten projekt, ponieważ pieniądze umożliwiły nam rozwinięcie badań nad temporalną teorią, ale te badania utknęły w martwym punkcie. Ona zajęła połowę laboratoriów dla swoich rzemieślników i zablokowała wszystkie komputery w dziale naukowym.
Umilkł, żeby wcisnąć klawisze na ciągle piszczącym komunikatorze, a pan Dunworthy natychmiast skorzystał z okazji.
— Właśnie o teorii temporalnej chciałem z panem pomówić. Jedna z moich historyczek…
Chiswick nie słuchał. Komunikator przestał piszczeć i teraz wypluwał długą wstęgę papieru.
— Patrz pan! — zawołał Chiswick, oddarł jakieś pół metra i pomachał przed nosem pana Dunworthy’ego. — Ona chce, żebym kazał komuś z personelu obdzwonić wszystkie szpitale na terenie wielkiego Londynu i znaleźć tego zaginionego historyka. Henry, tak się nazywa, Ned Henry. Komuś z personelu. Ja już nie mam personelu! Zabrała mi wszystkich oprócz Lewisa, i jego też próbowała zabrać! Na szczęście on…
