Worki lodów? — pomyślałem.

— A fakt, że przeszedł przez sieć, sam w sobie stanowi dowód, że nie stworzył niekongruencji, bo inaczej sieć by się nie otworzyła. — Przetarł okulary połą marynarki i podniósł je do światła. — Minęło ponad sto pięćdziesiąt lat. Gdyby miał zniszczyć wszechświat, już by to zrobił.

Chuchnął na soczewki i przetarł je ponownie.

— I nie wierzę, że istnieją dwa prądy historii, w których występuje lady Schrapnell ze swoim projektem odbudowy katedry Coventry.

Lady Schrapnell. W każdej chwili mogła wrócić z Królewskiej Kliniki. Pochyliłem się do przodu.

— Panie Dunworthy — powiedziałem — miałem nadzieję, że pan mi znajdzie jakieś miejsce, gdzie się wyleczę z dyschronii.

— Z drugiej strony jest całkiem możliwe, że nie spowodował niekongruencji tylko dlatego, że go zwrócono, zanim wynikły jakieś konsekwencje, katastrofalne czy innego rodzaju.

— Pielęgniarka mówiła o dwóch tygodniach wypoczynku, ale gdybym miał trzy, cztery dni…

— Ale nawet w tym przypadku — podjął spacer — nie ma powodu, żeby nie zaczekać. Na tym polega piękno podróży w czasie. Można zaczekać trzy, cztery dni albo dwa tygodnie, albo rok, a potem zwrócić go natychmiast.

— Jeśli lady Schrapnell mnie znajdzie… Zatrzymał się i spojrzał na mnie.

— O tym nie pomyślałem. O Boże, jeśli lady Schrapnell dowie się o tym…

— Jeśli zna pan jakieś ciche, odległe miejsce…

— Finch! — zawołał pan Dunworthy i Finch wszedł do gabinetu, niosąc wydruk.

— To jest bibliografia parachronistycznych niekongruencji — oznajmił. — Niewiele ich było. Pan Andrews jest w 1560 roku. Lady Schrapnell wysiała go, żeby zbadał łukowe okna. Mam sprowadzić z powrotem pana Chiswicka?



37 из 539