
— Nie, proszę pana. Z informatyki, proszę pana. Pan Dunworthy westchnął.
— Nie szkodzi. Chorąży Klepperman też nigdy nie odpalał torpedy. Zatopił dwa niszczyciele i krążownik. Twoje pierwsze zadanie to powiedzieć mi, co by się stało, gdybyśmy mieli parachronistyczną niekongruencję, w jaki sposób by się objawiała. I nie mów mi, że to nie może się zdarzyć.
— Para-chronistyczna nie-kon-gru-encja — przesylabizował TJ, zapisując te słowa na pierwszej kartce swojego pliku papierów. — Na kiedy pan tego potrzebuje?
— Na wczoraj — odparł pan Dunworthy, podając mu bibliografię z Biblioteki Bodleiańskiej.
TJ. zrobił zakłopotaną minę.
— Chce pan, żebym cofnął się w czasie i…
— Nie będę ustawiać następnego przeskoku — wtrąciła panna Warder.
Pan Dunworthy ze znużeniem potrząsnął głową.
— To znaczy, że potrzebuję tej informacji jak najszybciej — wyjaśnił chłopcu.
— Och — połapał się TJ. — Tak, proszę pana. Natychmiast. Ruszył do drzwi. W połowie drogi zatrzymał się i zapytał:
— Co się stało z chorążym Kleppermanem?
— Poległ w boju.
TJ. kiwnął głową.
— Tak myślałem.
Wyszedł, a zamiast niego zjawił się Finch, niosąc hipnofon.
— Niech pan zadzwoni do Ernesta Hasselmeyera w Berlinie i zapyta go, czy wie coś o parachronistycznych niekongruencjach, a jeśli nie, to kto może wiedzieć — polecił mu pan Dunworthy. — A potem niech pan pójdzie do katedry.
— Do katedry? — przestraszył się Finch. — A jeśli tam jest lady Schrapnell?
— Schowa się pan w Kaplicy Sukienników — odparł pan Dunworthy. — Niech pan sprawdzi, czy tam nie ma kogoś ze Służby Czasowej, kogokolwiek. Musimy znaleźć kogoś z większym doświadczeniem niż ten student.
