– Wierzysz w śmierć Nicka? – Musiałam zadać to pytanie.

– Tak. Nick był całkowicie przekonany, że działa w słusznej sprawie. Leciał do Portoryko na spotkanie w sprawach służbowych… wpadł w burzę… – Głos miała napięty, oczy mokre od łez. – Carley, Nick cię lubił. Bardzo cię lubił. Uwielbiał. Powiedział mi o twoim synku. Jego syn, Jack, właśnie skończył dziesięć lat. Mieszka u dziadków, w Greenwich. Teraz pewnie nawet nie pozwolą mi się z nim widywać… Nigdy mnie nie lubili, chyba dlatego, że z wyglądu przypominam ich córkę, a żyję, podczas gdy ona umarła. Tęsknię za Jackiem. Chcę przynajmniej móc go czasem odwiedzić.

To akurat potrafiłam zrozumieć.

– Współczuję ci, Lynn. Z całego serca.

– Carley, potrzebne mi coś więcej niż twoje współczucie. Potrzebuję twojej pomocy, żeby uświadomić ludziom, że nie brałam udziału w tym oszustwie. Nick powiedział, że można na tobie polegać. Pomożesz mi? – Zamknęła oczy. – Zrobisz to dla niego? – szepnęła. – Bardzo cię lubił.

3

Ned siedział w szpitalnym korytarzu, w dłoniach trzymał otwartą gazetę. Wszedł tuż za jakąś kobietą, niosącą kwiaty, i miał nadzieję, że jeśli ktokolwiek zwrócił na niego uwagę, uznał, iż byli tu razem. Jak tylko znalazł się w środku, zajął miejsce w poczekalni.

Przygarbił się, zasłonił gazetą twarz. Wypadki toczyły się za szybko. Musiał pomyśleć.

Wczoraj omal nie przyłożył żonie Spencera, kiedy na spotkaniu akcjonariuszy wzięła mikrofon i zaczęła opowiadać, że wszystko jest jakąś pomyłką księgową. Miał szczęście, że ten drugi facet zaczął się na nią wydzierać.

Ale potem, kiedy przed hotelem zobaczył, jak wsiadała do lśniącej limuzyny, nie zdołał opanować gniewu.

Od razu złapał taksówkę i podał kierowcy adres nowojorskiego mieszkania Spencerów, mieszczącego się w tym szpanerskim wieżowcu tuż przy Central Parku. Przyjechał akurat na czas, żeby zobaczyć, jak portier otwiera przed tamtą kobietą drzwi.



17 из 253