– Nigdzie nie znajdzie pan grupy ludzi mądrzejszych i bardziej godnych szacunku – oświadczył Wallingford. Ton głosu miał lodowaty, za to twarz czerwoną.

Moim zdaniem niewiele brakowało, żeby nas pożegnał, ale akurat w tej chwili rozległo się pukanie do drzwi i wszedł doktor Celtavini.

Był to mężczyzna stosunkowo niski, konserwatywnie ubrany. Na oko dobiegał siedemdziesiątki i mówił z lekkim akcentem włoskim. Powiedział nam, że gdy przyjął funkcję szefa laboratorium Gen-stone, był całkowicie przekonany o ogromnych szansach powodzenia badań nad szczepionką zapobiegającą nowotworom. Z początku rezultaty doświadczeń przeprowadzanych na myszach z genetycznymi komórkami rakowymi były zachęcające, ale potem zaczęły się problemy. Nie mógł powtórzyć wczesnych wyników obiecujących sukces. Zanim pozwoli sobie na jakiekolwiek dalsze konkluzje, musi przeprowadzić kolejne szczegółowe testy.

– Przełom pojawi się z czasem – powiedział. – Wielu ludzi pracuje nad tym zagadnieniem.

– Co pan sądzi o Nicholasie Spencerze? – spytał Ken Page.

Doktor Celtavini poszarzał na twarzy.

– Przychodząc do Gen-stone, szczyciłem się nienaganną reputacją zdobytą w ciągu czterdziestu lat pracy. Teraz jestem postrzegany jako osoba zamieszana w upadek tej spółki. Moja odpowiedź brzmi: gardzę Nicholasem Spencerem.


* * *

Ken poszedł do laboratorium z doktorem Celtavinim. a Don i ja wynieśliśmy się z Gen-stone na dobre. Don był umówiony z akcjonariuszami spółki na Manhattanie. Ja zamierzałam pojechać do Caspien w Connecticut, miasteczka, gdzie dorastał Nicholas Spencer. Zgodziliśmy się, że aby przedstawić tę historię, zanim ostygnie, musimy działać szybko.

Mimo to skręciłam na północ, zamiast na południe. Nieprzezwyciężona ciekawość kazała mi pojechać do Bedford, aby na własne oczy zobaczyć zniszczenia dokonane przez ogień, który omal nie zabił Lynn.



36 из 253