Zaproponował mi spotkanie z kilkoma najlepszymi mikrobiologami. Oczywiście mieli nieskazitelne listy uwierzytelniające. W opinii tych wszystkich naukowców Spencer był na najlepszej drodze do wynalezienia szczepionki zapobiegającej rakowi i powstrzymującej rozrost komórek nowotworowych. Zorientowałem się w możliwościach Gen-stone. Potem Nick podał mi pod rozwagę propozycję objęcia funkcji prezesa zarządu. Miałem zarządzać spółką. On chciał zostać szefem zespołu badawczego oraz kreować wizerunek publiczny firmy.

– Zdobywać kolejnych inwestorów – podsunął Don.

Wallingford uśmiechnął się krzywo.

– Był w tym bardzo dobry. Latał regularnie do Włoch i Szwajcarii, dawał do zrozumienia, że jego wiedza może rywalizować, a kto wie, czy nie przewyższa wykształceniem wielu badaczy zajmujących się biologią molekularną.

– Ile w tym prawdy?

Wallingford pokręcił głową.

– Jest inteligentny, ale nie pozjadał wszystkich rozumów.

Ale mnie zdołał ogłupić, pomyślałam, przypominając sobie, jak Nick Spencer emanował wiarygodnością, kiedy opowiadał mi o szczepionce, nad którą pracował.

Już wiedziałam, dokąd zmierza Don Carter. Jego zdaniem Charles Wallingford rozłożył własną rodzinną firmę, lecz mimo to Nick Spencer uważał, że będzie osobą tworzącą doskonały wizerunek jego spółki. Wyglądał i zachowywał się jak typowy biały przedstawiciel klasy średniej i łatwo nim było manipulować. Następne pytanie potwierdziło moje domysły.

– Czy zgodzi się pan ze mną, że zarząd spółki to ludzie dobrani według trudnego do określenia klucza?

– Niezupełnie rozumiem.

– Wszyscy pochodzą z wyjątkowo bogatych rodzin, ale nikt z nich nie ma prawdziwego doświadczenia w interesach.

– To moi dobrzy znajomi, zasiadają także w zarządach własnych firm.

– Co niekoniecznie musi świadczyć o ich rozeznaniu w sprawach finansowych, dostatecznie dużym, by zarządzać taką spółką jak ta.



35 из 253