Dwóch dżentelmenów. Jeden był ubrany w za duży, pognieciony brązowy surdut, granatowe pantalony lekko wypchane na kolanach i znoszone buty. Jego halsztuk wyglądał, jakby został zawiązany bez pomocy lokaja ani nawet lusterka, kołnierzyk koszuli zwisał niedbale z braku krochmalenia, a jasne włosy sterczały na wszystkie strony. Hector Magnus, wicehrabia Mowbury.

– Ach to ty, Mel – zwrócił się z niepewnym uśmiechem do siostry, jakby spodziewał się, że w jej domu przywita go ktoś inny. – Jak się masz, Bertie?

Christine uśmiechnęła się ciepło. Zawołałaby do Hectora, gdyby nie obecność drugiego dżentelmena. Był całkowitym przeciwieństwem wicehrabiego. Wysoki, dobrze zbudowany, ubrany z wyszukaną elegancją w surdut z przedniego niebieskiego sukna, szarą haftowaną kamizelkę, ciemnoszare pantalony i wysokie, lśniące buty z białymi cholewkami. Kołnierzyk śnieżnobiałej koszuli miał należycie wykrochmalony, a halsztuk zawiązany zgrabnie, choć w raczej klasycznym stylu. W ręce trzymał cylinder. Jego włosy były ciemne, gęste i dobrze ostrzyżone.

Doskonały krój ubrania podkreślał szerokie ramiona i sprawiał, że biodra wydawały się bardzo wąskie, a uda muskularne.

Ale to nie jego imponujący wygląd przykuł uwagę Christine, która wciąż stała na podeście, zamiast ruszyć na górę do swego pokoju. Zafascynowała ją pewność siebie widoczna w postawie i ruchach eleganckiego dżentelmena. Najwyraźniej rządził niepodzielnie swym otoczeniem i oczekiwał natychmiastowego posłuszeństwa ze strony stojących w hierarchii niżej od niego, co zapewne obejmowało niemal wszystkich śmiertelników. Christine uświadomiła sobie, że to musi być ten osławiony książę Bewcastle.

Wyglądał dokładnie tak, jak się spodziewała.

Był arystokratą od czubka głowy aż do pięt.



16 из 262