
– Księcia Walii? – spytała Christine ze śmiechem.
– Nie sądzę, by ktokolwiek pragnął jego towarzystwa – odparła Melanie. – Choć oczywiście gdyby przyjechał, byłby to ogromny sukces towarzyski. A ten dżentelmen niemal nie ustępuje mu pozycją. Moim niespodziewanym gościem będzie książę Bewcastle.
Christine uniosła brwi. Słyszała o księciu, chociaż nigdy nie została mu przedstawiona. Był niezwykle wpływowy i wyniosły. I zimny jak lód, a przynajmniej tak mówiono. Rozumiała konsternację Melanie. A myśl, że to ją, Christine, wybrano, by wyrównać liczbę gości po zaproszeniu księcia Bewcastle'a, nawet jej schlebiała, dopóki nie uświadomiła sobie, że to kolejny powód, dla którego powinna pozostać w domu. Teraz jednak było już za późno.
– Ojej – westchnęła matka, ogromnie przejęta.
– Tak. – Melanie wydęła wargi i pokiwała głową. – Ale nie obawiaj się, Christine. Przyjedzie też wielu innych dżentelmenów, którzy na pewno ci się spodobają i z radością będą cię zabawiać. Trzeba przyznać, że nadal działasz na mężczyzn, mimo twojego wieku. Byłabym śmiertelnie zazdrosna, gdyby nie to, że ciągle jestem przywiązana do Bertiego, choć robi się okropnie denerwujący, kiedy zaczynam przygotowywać jakieś rozrywki. Fuka, mamrocze i wyraźnie daje mi do zrozumienia, że perspektywa zabawy wcale go nie zachwyca. Tak czy inaczej, jeśli nie chcesz, nie musisz zamieniać z księciem nawet jednego słowa. To człowiek znany z wyniosłości i rezerwy. Zapewne nawet cię nie zauważy, jeśli się go pozostawi samemu sobie.
– Obiecuję, że będę mu schodzić z drogi. Zachowam odpowiedni dystans.
Eleanor spojrzała na siostrę z krzywym uśmieszkiem.
Christine pomyślała, że jeśli nie będzie uważać, to potknie się o nogi księcia albo wręcz zaplącze we własne, gdy będzie go mijała ze szklanką lemoniady. O wiele przyjemniej byłoby zostać w domu. Ale nie miała już takiej możliwości. Zgodziła się pojechać do Schofield na dwa tygodnie.
