Ale nie każdy może być obłąkany. Blaine odzyskał panowanie nad sobą. Spojrzał na Marie Thorne.

— Trudno mi opisać to, co czuję — zaczął powoli. Umarłem i teraz zastanawiam się nad tym zdarzeniem. Przypuszczam, że nikt tak naprawdę nie wierzy w swoją śmierć. Gdzieś w środku jesteśmy przekonani o swojej nieśmiertelności. Wydaje się, że śmierć spotyka tylko innych, ale nigdy ciebie. To prawie jak gdyby…

— Przerwij. Zaczyna zbytnio filozofować.

— Myślę, że pan ma rację — powiedziała Marie Thorne. — Dziękuję panu, panie Blaine.

Mężczyźni, teraz już należący do świata realnego, zaczęli zwijać sprzęt.

— Zaczekajcie — poprosił Blaine.

— Niech pan się nie niepokoi — zapewniła go. — Jeszcze wrócimy. Teraz chcieliśmy zarejestrować pana emocjonalną reakcję.

— Świetny zapis.

— Godny archiwum.

— Zaczekajcie! — krzyknął. — Nic nie rozumiem. Gdzie ja jestem? Co się stało? Jak…

— Wyjaśnię wszystko jutro — zapewniła Marie Thorne. — Jest mi bardzo przykro, ale teraz muszę się pospieszyć, pokazać cały materiał panu Reilly’emu.

Mężczyźni zniknęli. Marie Thorne uśmiechnęła się uspokajająco i wyszła w pośpiechu.

Blaine poczuł, że chce mu się płakać. Otrząsnął się widząc powracającą pielęgniarkę.

— Wypij to — poleciła. — Będziesz po tym smacznie spał. Wypij do dna, jak przystało na grzecznego chłopca. A teraz zrelaksuj się, masz za sobą ciężki dzień. Śmierć i wskrzeszenie, i ten pozostały rozgardiasz.

Dwie wielkie łzy spłynęły po policzkach Blaine’a.

— Aj, aj — powiedziała. — Szkoda, że nie ma tu kamer. To są najbardziej autentyczne łzy, jakie kiedykolwiek widziałam. Wiele tragicznych i autentycznych zdarzeń widziałam w tym szpitalu, wierz mi. Mogłabym powiedzieć co nieco tym zarozumiałym chłopcom o ludzkiej naturze, choć im się wydaje, że znają każde drgnienie serca.



8 из 159