
Uniósł głowę. Magowie z niejaką zadumą wpatrywali się w to, co działo się wewnątrz ich umysłów.
— Panowie… — powiedział głośniej i tym razem odpowiedziało mu zbiorowe westchnienie, kiedy magowie budzili się ze swych marzeń na jawie.
— Co mówiłeś? — zapytał nadrektor.
— Zauważyłem, że dzisiejszy Megapod okazał się niewątpliwie najznakomitszym w historii, nadrektorze. To Rincewind. Oficjalne nakrycie głowy Megapoda bardzo do niego pasowało, biorąc wszystko pod uwagę. Poszedł chyba odpocząć.
— Co? Ach, on. No tak. Rzeczywiście. Nieźle się spisał — przyznał Ridcully.
Magowie zaczęli powoli klaskać i uderzać o stoły, co jest oznaką uznania wśród ludzi pewnego wieku, klasy i obwodu. Towarzyszyły temu okrzyki:
— Nieźle, nieźle, dobra robota!
— Zuch z niego!
Ich wzrok jednak wciąż kierował się ku drzwiom, a uszy się wytężały, czekając na turkot wózka zwiastującego przybycie nowej dziewczyny oraz — oczywiście — stu siedmiu gatunków serów oraz ponad siedemdziesięciu odmian pikli, sosów i innych dodatków. Nowa dziewczyna mogła być paradygmatem piękna, ale NU to nie miejsce dla kogoś, kto zapomina o serach.
Cóż, przynajmniej zajmowała myśli, uznał Myślak, zatrzaskując księgę. A w tej chwili uniwersytet potrzebował czegoś takiego. Było ciężko, odkąd odszedł dziekan — bardzo ciężko. Czy ktoś kiedyś słyszał, żeby wykładowca opuścił NU? Takie rzeczy po prostu się nie zdarzały. Ludzie czasem odchodzili w niesławie, w trumnie, niekiedy nawet w kawałkach, ale nie istniała tradycja rezygnacji. Posadę na Niewidocznym Uniwersytecie obejmowało się do końca życia, a bywało, że jeszcze o wiele dłużej.
Urząd mistrza tradycji przypadł nieuchronnie Myślakowi Stibbonsowi — jak wszystkie funkcje wymagające kogoś, kto uważa, że pewne zdarzenia powinny następować o czasie, a liczby się sumować.
Niestety, kiedy chciał omówić swoje zadania z poprzednim mistrzem tradycji, którego — jak wszyscy przyznawali — jakoś ostatnio nie było widać, odkrył, że człowiek ów nie żyje od dwustu lat.
