— Przypomnij, jak masz na imię. Nie mogę pamiętać, jak każdemu na imię.

— Nutt, panie Smeems. Przez dwa t.

— Myślisz, że to drugie t coś zmienia, Nutt?

— Niespecjalnie, proszę pana.

— Gdzie jest Trev? Powinien dzisiaj pracować.

— Bardzo źle się czuł, proszę pana. Prosił, żebym go zastąpił.

Świecowy Walet burknął coś niechętnie.

— Musisz porządnie wyglądać, żeby pracować nad schodami, Nutts.

— Nutt, proszę pana. Przepraszam. Urodziłem się taki nieporządny.

— Przynajmniej nikt cię teraz nie widzi — przyznał Smeems. — No dobrze, chodź za mną i staraj się wyglądać mniej… No, staraj się po prostu nie wyglądać.

— Tak, proszę pana, ale myślę…

— Nie płacą ci za myślenie, młody… człowieku.

— Postaram się go unikać, proszę pana.

Dwie minuty później Smeems stał przed Cesarzem, obserwowany przez należycie zdumionego Nutta.

Góra srebrzystoszarego łoju niemal całkowicie wypełniała odizolowane skrzyżowanie kamiennych korytarzy. Płomień tej świecy — megaświecy zbudowanej z ogarków wielu, wielu tysięcy świec, jakie płonęły tu wcześniej, a wszystkie pociekły i zlały się w jedną wielką bryłę — był tylko lekkim blaskiem pod sufitem, zbyt słabym, by cokolwiek oświetlać.

Smeems wypiął pierś. Stanął oto wobec Historii.

— Spójrz, Nutts!

— Tak, proszę pana. Spoglądam, proszę pana. I jestem Nutt, proszę pana.

— Dwa tysiące lat patrzą na ciebie z czubka tej świecy, Nutts. Oczywiście ciebie trudniej im zobaczyć niż mnie.

— Oczywiście, proszę pana. To wspaniałe.

Smeems gniewnie rzucił okiem na okrągłą, przyjazną twarz, ale zobaczył jedynie wygładzoną, niemal przerażającą gorliwość. Lekko tylko przyszczypując kciuk, rozłożył drabinę i wspiął się po niej ostrożnie do miejsca, skąd nie mogła już doprowadzić go wyżej. Z tej bazy wypadowej kolejne pokolenia Świecowych Waletów wyryły i utrzymywały stopnie wzdłuż, osiowej ściany olbrzyma.



5 из 401