
— Proszę zapiąć pasy — rzekł. — Wyląduję tak delikatnie, jak tylko się da.
Lek zbliżył się do Mędrca, sprawnie przeskakując z gwiazdy na gwiazdę. Uniósł go w dłoniach i obejrzał z zainteresowaniem.
— A więc ty jesteś Mędrcem — przemówił.
— Tak.
— Zatem powiedz mi — poprosił Lek, sadowiąc się wygodnie w przestrzeni pomiędzy dwiema gwiazdami. — Powiedz mi, czym jestem.
— Fragmentem — rzekł Mędrzec. — Drobiną.
— Hm — mruknął Lek, urażony taką opinią. — Mógłbyś powiedzieć coś więcej. Celem istnienia mojej rasy jest zbieranie purpury i budowanie z niej kopca. Czy możesz mi wytłumaczyć prawdziwy sens tego zajęcia?
— Twoje pytanie jest bez znaczenia — wyjaśnił Mędrzec.
Wiedział, czym naprawdę jest purpura i czemu ma służyć kopiec. Ale wyjaśnienie tego kryło się w dłuższej odpowiedzi. Bez niej problem, z jakim przybył Lek, był niemożliwy do rozwiązania, a przybysz nie zadał właściwego pytania.
Lek sformułował jeszcze wiele innych problemów, ale Mędrzec nie był w stanie mu pomóc. Przybysz postrzegał rzeczy na swój specyficzny sposób. Sięgał jedynie części prawdy, lecz nie widział całej reszty. A jak wytłumaczyć ślepemu na przykład wygląd zieleni?
Mędrzec nawet nie próbował. Nie na tym polegało jego zadanie.
Wreszcie Lek roześmiał się pogardliwie. Jedna z gwiazd na drodze skąd przybył rozbłysła, gdy dotarł do niej ten dźwięk, lecz zaraz przygasła.
Lek odszedł, przeskakując z gwiazdy na gwiazdę.
Mędrzec wiedział. Ale najpierw trzeba było mu zadać właściwe pytania. Rozmyślał nad tym ograniczeniem, spoglądając w gwiazdy, które nie były ani za duże, ani za małe, tylko akurat właściwych rozmiarów.
Odpowiednie pytania. Rasa, która mnie stworzyła, powinna wziąć to pod uwagę, pomyślał. Powinni zaakceptować pewne pozorne nonsensy, umożliwić próby wyjaśnienia.
