
Czekał, a czas żeby przybyć i pytać nie był ani zbyt długi, ani zbyt krótki dla jakiejkolwiek istoty z kosmosu.
Było ich osiemnastu, zebranych w jednym miejscu.
— Wzywam zasadę osiemnastu — wykrzyknął jeden.
I pojawił się kolejny, który dotychczas nigdy nie istniał, zrodzony z zasady osiemnastu.
— Musimy udać się do Mędrca — zaproponował jeden. — Naszym życiem rządzi zasada osiemnastu. Gdzie jest osiemnastu, tam zaraz będzie i dziewiętnasty. Dlaczego tak jest?
Nikt nie potrafił odpowiedzieć.
— Gdzie ja jestem? — zapytał dziewiętnasty.
Jeden odciągnął go na bok, żeby udzielić wyjaśnień.
Zostało siedemnastu.
— I musimy się dowiedzieć — zawołał któryś — dlaczego każde miejsce jest inne, chociaż odległość nie istnieje.
To też był problem. Jest się tutaj. Później jest się tam. Tak po prostu — żadnego ruchu, żadnego powodu. A jednak jest się w innym miejscu.
— Gwiazdy są zimne — zawołał jeden.
— Dlaczego?
— Musimy udać się do Mędrca.
Słyszeli legendy, znali opowieści.
— Kiedyś istniała rasa, podobna do naszej, i ona wiedziała i powiedziała Mędrcowi. A później udała się tam, gdzie nie ma miejsca, a jest odległość.
— Jak się tam dostaniemy? — zapytał dziewiętnasty, teraz już posiadając nową wiedzę.
— Udamy się tam.
I osiemnastu zniknęło. Jeden został. W zamyśleniu popatrzył na bezkres lodowatej gwiazdy i także zniknął.
— Te stare legendy mówiły prawdę — szepnął Morran. — Jest tu.
Wynurzyli się z podprzestrzeni w miejscu, które wskazywały legendy, i przed nimi wyrosła gwiazda niepodobna do żadnej innej. Morran na poczekaniu wynalazł dla niej klasyfikację, ale nie miało to znaczenia. Drugiej takiej nie było.
Wokół gwiazdy krążyła planeta i ona także nie przypominała żadnej innej. Morran sprecyzował nawet powody tego, ale nie miało to znaczenia. Nie było drugiej takiej planety.
