
– Dobrze robisz, Kareninie. Dokładnie tego od ciebie oczekiwałem. Jeśli ja sam nie mogę jej wystarczyć, musisz mi pomóc.
Ale nawet Karenin nie zdołał uczynić jej szczęśliwą. Tomasz uświadomił to sobie mniej więcej w 10 dni po tym, jak ich kraj najechały rosyjskie czołgi. Był sierpień 1968. Do Tomasza codziennie dzwonił z Zurychu dyrektor tamtejszego szpitala, z którym Tomasz zaprzyjaźnił się kiedyś na jakiejś konferencji międzynarodowej. Bał się o Tomasza i proponował mu pracę u siebie.
10.
Jeśli Tomasz odrzucił propozycję Szwajcara niemalże bez namysłu, uczynił to ze względu na Teresę. Zakładał, że nie chciałaby tam jechać. Spędziła przecież całe pierwsze siedem dni okupacji w stanie upojenia, które niemalże przypominało szczęście. Biegała po ulicach z aparatem fotograficznym i rozdawała zdjęcia zagranicznym korespondentom, którzy wyrywali je sobie z rąk. Raz, kiedy zachowywała się już zbyt bezczelnie i fotografowała z bliska oficera, który mierzył z pistoletu do ludzi, zaaresztowali ją i przetrzymali przez noc w radzieckiej komendanturze. Grozili jej, że ją zastrzelą, ale ledwie ją wypuszczono, znów wybiegła na ulice i znów fotografowała.
Dlatego tak zaskoczyło Tomasza, kiedy dziesiątego dnia okupacji powiedziała:
– A właściwie dlaczego nie chcesz wyjechać do Szwajcarii?
– A dlaczego miałbym wyjeżdżać?
– Mają tu z tobą swoje porachunki.
– Z kim nie mają – machnął ręką Tomasz. – Powiedz mi raczej, czy umiałabyś żyć za granicą.
– Czemu nie?
– Widziałem, że byłaś zdolna ryzykować dla tego kraju życie. Jak to możliwe, że mogłabyś go teraz opuścić?
– Odkąd Dubczek wrócił, wszystko się zmieniło – odpowiedziała Teresa.
Była to prawda; ogólna euforia trwała tylko przez siedem pierwszych dni okupacji.
