Miłość między nim a Teresą była piękna, ale męcząca: musiał ciągle coś ukrywać, maskować, udawać, naprawiać, utrzymywać ją w dobrym humorze, pieścić, udowadniać nieustannie swe uczucie, być oskarżanym przez jej zazdrość, jej cierpienie, jej sny, czuć się winnym, usprawiedliwiać się i przepraszać. Ten wysiłek teraz zniknął, a piękno zostało. Sobota chyliła się ku wieczorowi, przechadzał się sam po Zurychu i wdychał zapach wolności. Za rogiem każdej ulicy kryła się przygoda. Przyszłość znów stała się tajemnicą, znów przywrócono mu życie kawalera, o którym kiedyś myślał, że jest mu pisane i że tylko tak żyjąc może być naprawdę sobą.

Już od siedmiu lat żył przywiązany do niej. Jej oczy śledziły każdy jego krok. Było to tak, jak gdyby przywiązano mu do nóg żelazne kule. Teraz jego krok stał się o wiele lżejszy. Niemalże unosił się. Znalazł się nieoczekiwanie na magicznym biegunie Parmenidesa: smakował słodką lekkość bytu.

(Czy miał ochotę zadzwonić do Sabiny do Genewy? Wpaść do którejś z kobiet, z którymi zaznajomił się przez te miesiące w Zurychu? Nie, nie miał na to najmniejszej ochoty. Przeczuwał, że gdyby spotkał się z którąkolwiek z nich, wspomnienie Teresy stałoby się natychmiast nieznośnie bolesne.)

12.

To przedziwne melancholijne oczarowanie trwało do niedzieli wieczór. W poniedziałek wszystko się zmieniło. Teresa wtargnęła w jego myśli: czuł, co przeżywała, kiedy pisała do niego pożegnalny list, czuł, jak trzęsły się jej ręce; widział ją, jak dźwiga ciężką walizkę w jednej ręce, drugą ciągnąc na smyczy Karenina; wyobrażał sobie, jak otwiera drzwi ich praskiego mieszkania i czuł w sercu sieroctwo samotności, która wionęła jej w twarz, kiedy przestąpiła próg.

W ciągu tych dwóch dni pięknej melancholii jego współczucie odpoczywało. Współczucie spało, jak górnik odsypia niedzielę po tygodniu ciężkiego fedrunku, by móc w poniedziałek znów zjechać na dół.



23 из 240