
Tomasz badał pacjenta i zamiast niego widział Teresę. Karcił się w duchu: nie myśl o niej! nie myśl o niej! Mówił sobie: właśnie dlatego, że jestem chory na współczucie, dobrze się stało, że odjechała i że już jej nie zobaczę. Muszę uwolnić się nie od niej, ale od swego współczucia, od tej choroby, której przedtem nie znałem, a której wirusem ona mnie zaraziła!
W sobotę i w niedzielę odczuwał słodką lekkość istnienia, które zbliżało się do niego z głębi przyszłości. W poniedziałek spadł na niego ciężar, jakiego dotychczas nie znał. Wszystkie tony żelaza rosyjskich czołgów były niczym w porównaniu z tym ciężarem. Nic nie jest cięższe od współczucia. Nawet własny ból nie jest tak ciężki, jak ból z kimś współodczuwany, ból za kogoś, dla kogoś, zwielokrotniony przez wyobraźnię.
Przykazywał sobie nie dopuszczać do siebie współczucia, a współczucie słuchało go ze spuszczoną głową, jakby czuło się, winne. Wiedziało, że nadużywa swych uprawnień, a pomimo to milcząco trzymało się swego, tak że piątego dnia po odjeździe Teresy Tomasz oznajmił dyrektorowi szpitala (temu samemu, który codziennie dzwonił do niego do Pragi po inwazji radzieckiej), że musi natychmiast wracać. Wstydził się. Wiedział, że jego zachowanie wyda się dyrektorowi nieodpowiedzialne i niewybaczalne. Miał straszną ochotę zwierzyć mu się i opowiedzieć mu o Teresie i o liście, który zostawiła na stole. Ale nie zrobił tego. Z punktu widzenia szwajcarskiego lekarza zachowanie Teresy musiało wyglądać histerycznie i niesympatycznie, a Tomasz nie chciał dopuścić do tego, by ktoś myślał o niej coś złego.
Dyrektor był naprawdę dotknięty.
Tomasz wzruszył ramionami i powiedział: Es muss sein. Es muss sein. Była to aluzja. Ostatnie zdanie ostatniego kwartetu Beethovena jest napisane na te dwa motywy:
