— I co dalej?

— To właściwie wszystko. Szesnaście lat świetlnych nie jest zbyt wielką odległością. Może jakiś ich statek wylądował tutaj… ?

— Przypuszczasz, że oni tu są? To znaczy ich potomkowie?

— Nie wiem. Po prostu skojarzyłem z nimi te ruiny. Mogli to zbudować…

— Jak oni właściwie wyglądali? — spytał Rohan. — Byli człekokształtni?

— Achramian sądzi, że tak — odparł Ballmin. — Ale to tylko hipoteza. Zostało po nich mniej niż po australopiteku.

— To dziwne…

— Wcale nie dziwne. Ich planeta była przez kilkanaście tysięcy lat pogrążona w chromosferze Nowej. Okresowo temperatura przekraczała na powierzchni dziesięć tysięcy stopni. Nawet skały denne skorupy globu przeszły kompletną metamorfozę. Po oceanach nie zostało i śladu, cały glob wyżarzył się jak kość w ogniu. Pomyślcie, jakieś sto wieków wewnątrz pożaru Nowej!

— Lyranie, tutaj? Ale dlaczego mieliby się ukrywać? I gdzie?

— Może już wyginęli? Zresztą nie żądajcie ode mnie zbyt wiele. Po prostu powiedziałem to, co przyszło mi na myśl.

Zapadła cisza. Na pulpicie sterów zapalił się alarmowy sygnał. Rohan poderwał się, podniósł słuchawki do uszu.

— Tu Rohan… Co? To pan? Tak! Tak! Słucham… Dobrze, natychmiast wracamy! — Zwrócił ku tamtym pobladłą twarz. — Druga grupa znalazła „Kondora” trzysta kilometrów stąd…

Kondor

Z daleka rakieta wyglądała jak krzywa wieża.



49 из 233