
— To mi przypomina coś… — niespodziewanie odezwał się Gralew, zakręcając termos. Jego czarne, gęste włosy błyszczały pod świetlówką. — Opowiedziałbym wam. Ale pod warunkiem, że nie weźmiecie tego zbyt serio.
— Jeżeli to ci cośkolwiek przypomina, to już bardzo wiele — odparł Rohan z pełnymi ustami. — Mów, co ci to przypomina.
— Bezpośrednio nic. Ale słyszałem taką historię… to właściwie rodzaj bajki. O Lyranach…
— To nie jest bajka. Oni naprawdę istnieli. Jest o nich cała monografia Achramiana — zauważył Rohan.
Za plecami Gralewa na pulpicie zaczęło pulsować światełko, znak, że mają bezpośrednią łączność z „Niezwyciężonym”.
— Tak. Payne przypuszczał, że niektórym udało się uratować. Ale ja jestem prawie pewien, że to nieprawda. Zginęli wszyscy podczas wybuchu Nowej.
— To jest szesnaście lat świetlnych stąd — powiedział Gralew. Nie znam tej książki Achramiana. Ale słyszałem, nie pamiętam nawet gdzie, historię o tym, jak próbowali się ratować. Podobno wysyłali statki na wszystkie planety innych gwiazd swojego pobliża. Znali już dość dobrze podświetlną astrogację.
