
Stała, patrząc na stajnie i pałac znajdujący się za nimi. W świetle poranka budynki wyglądały na jeszcze większe niż poprzedniej nocy. Wokół panowało wielkie poruszenie. Na podjeździe koło stajni stało mnóstwo powozów, a wokół krzątali się stajenni i stangreci. Lily domyśliła się, że goście będący na przyjęciu poprzedniego wieczoru nocowali tu i właśnie szykowali się do odjazdu. Z pewnością znów nie wybrała odpowiedniej pory na wizytę. Powinna poczekać jeszcze trochę.
Poczuła głód, kiedy wróciła na plażę, postanowiła więc jakoś zapełnić czas, udając się do wsi, gdzie może mogłaby kupić odrobinę chleba. Kiedy jednak tam dotarła, okazało się, że to już nie jest to samo spokojne, wyludnione miejsce co poprzedniego wieczoru. Plac otaczały niemal ze wszystkich stron wielkie powozy – może nawet te same, które ujrzała wcześniej przy stajniach koło pałacu. Na łące znajdowało się mnóstwo ludzi. Drzwi do gospody stały otworem, a krzątanina w środku i na zewnątrz zniechęciła ją, by się tam zbliżyć. Ujrzała, że przed kościołem kłębi się jeszcze większy tłum niż na łące.
– Co tu się dzieje? – spytała kobiety, które stały na obrzeżach łąki, w pobliżu gospody. Obydwie wpatrzone były w bramę kościoła.
Odwróciły głowy. Jedna z nich zmierzyła ją wzrokiem od stóp do głów i rozpoznawszy obcą osobę, skrzywiła się. Druga okazała się bardziej przyjaźnie nastawiona.
– Mamy ślub – oznajmiła. – Połowa wielkich panów z Anglii zjechała się na zaślubiny panny Edgeworth i hrabiego Kilbourne. Nie wiem, jak uda im się wszystkim pomieścić w kościele.
Hrabiego Kilbourne! I znów nazwisko zabrzmiało, jakby mówiono o obcej osobie. Nie był przecież nieznajomym. Wreszcie dotarło do niej znaczenie słów wypowiedzianych przez kobietę. Bierze ślub? Teraz? Jest w kościele? Hrabia Kilbourne żeni się?
– Panna młoda już przyjechała – dodała druga kobieta. Zapominając o niechęci, ucieszyła się, że w osobie obcej może znaleźć słuchaczkę. – Wielka szkoda, że jej nie widziałaś. Cała w białej satynie, z upiętym trenem i w kapeluszu z woalką zakrywającą twarz. Jeśli zaczekasz trochę, zobaczysz jak wychodzą, kiedy tylko zaczną bić dzwony. Powóz przejedzie tędy, zanim zawróci przez bramę. Tak przynajmniej twierdzi pani Wesley, nasza karczmarzowa.
