– Milordzie – zwrócił się do niego kapłan. – Czy zna pan tę kobietę? Czy życzy pan sobie, żeby ją usunięto i byśmy kontynuowali ceremonię?

Czy ją zna? Czy ją zna?

– Tak, znam ją – odezwał się cichym głosem. Ale wiedział, że dociera on do każdego nasłuchującego jego słów gościa. – To moja żona.


*

Na kilka sekund zapadła cisza.

– Milordzie? – Pastor pierwszy ją przerwał.

Rozległy się podniesione głosy, jako że połowa, jak się wydawało, obecnych próbowała mówić jednocześnie, a druga połowa równie głośno uciszała ich, by nie uronić ani słowa. Siedząca w pierwszej ławce hrabina Kilbourne zerwała się na równe nogi. Jej brat, książę Anburey, również wstał i położył rękę na jej ramieniu.

– Neville? – Roztrzęsiony głos matki przebił się ponad panujący wokół gwar. – O co chodzi? Kim jest ta kobieta?

– Powinienem kazać ją zabrać za włóczęgostwo zeszłego wieczoru – odezwał się stanowczym głosem książę, próbując przejąć kontrolę nad sytuacją. – Uspokój się, Klaro. Panowie, proszę wyprowadzić tę kobietę. Neville, wracaj na miejsce, by kontynuować ceremonię.

Nikt jednak nie zwracał na niego uwagi, nikt z wyjątkiem pastora. Wszyscy usłyszeli, co powiedział Neville. Jego słowa były jednoznaczne.

– Z całym szacunkiem, książę – odezwał się wielebny Beckford. – Ślub nie może się odbyć, skoro milord właśnie potwierdził, że ta kobieta jest jego żoną.

– Poślubiłem Lily Doyle w Portugalii. – Neville nie spuszczał oczu z żebraczki. Odgłosy wzajemnego uciszania się stały się tak donośne, że zagłuszały wszystko. – Niecałe dwadzieścia cztery godziny później widziałem jej śmierć. Dobiegłem do niej kilka minut później. Stałem nad jej martwym ciałem – ty nie żyłaś, Lily. A potem trafiono mnie w głowę.

Wszyscy wiedzieli, że przez miesiąc przed powrotem do Anglii Neville leżał w szpitalu w Lizbonie, cierpiąc od rany otrzymanej podczas zasadzki wśród wzgórz w środkowej Portugalii, gdzie przewodził oddziałowi zwiadowczemu. Utrata pamięci, uporczywe zawroty i bóle głowy uniemożliwiły mu powrót do pułku, nawet kiedy rany zostały wyleczone. A potem na wieść o śmierci ojca przyjechał do domu.



18 из 287