– Powinnam wsiadać do powozu – powiedziała, uśmiechając się do kapitana i jego żony. – Nie musicie tu ze mną stać. Jest za zimno.

Wyciągnęła obie ręce do pani Harris, spoglądając na przemian to na nią, to na jej męża.

– Jak mam wam dziękować za wszystko, co dla mnie zrobiliście?

Do oczu pani Harris napłynęły łzy, kiedy wzięła w objęcia młodą kobietę.

– Nie zrobiliśmy nic nadzwyczajnego – odrzekła. – A teraz pozwalamy ci jechać najtańszym środkiem transportu, chociaż mogłabyś podróżować w godniej szych warunkach, karetą lub dyliżansem pocztowym.

– Dość już się od was napożyczałam. Choć nie pozwalałam sobie na zbytnią rozrzutność.

– Napożyczałaś – obruszyła się pani Harris, po czym wyjęła z torebki chusteczkę oblamowaną koronką i przycisnęła ją do oczu.

– Jeszcze nie jest za późno na zmianę planów. – Kapitan ujął ręce młodej kobiety. – Możemy razem wrócić do hotelu i zjeść śniadanie. Przed posiłkiem napiszę list i natychmiast go wyślę. Jestem pewien, że w ciągu tygodnia nadejdzie odpowiedź.

– Nie, dziękuję – odparła stanowczo, ale z uśmiechem. – Nie mogę czekać. Muszę jechać.

Nie oponował więcej, westchnął jednak i poklepał ją po ręce, a potem objął nagle, jak wcześniej jego żona. Tymczasem okazało się, że ich towarzyszka może stracić miejsce, które koniecznie chciał jej zająć. Wsunął nawet do kieszeni woźnicy napiwek, by siedziała przy oknie podczas długiej podróży do wioski Upper Newbury w hrabstwie Dorset. Jednak jakaś tęga jejmość, która nie wyglądała na kogoś, kto zlęknie się woźnicy, samego kapitana czy nawet obu na raz, właśnie sadowiła się przy oknie.

Młoda kobieta musiała wcisnąć się na środkowe siedzenie. Nie podzielała jednak oburzenia kapitana. Uśmiechnęła się i pomachała im na pożegnanie. Pocztylion znów zadął w róg, ogłaszając, że ruszają w drogę.

Pani Harris nadal unosiła w pożegnalnym geście odzianą w rękawiczkę dłoń, kiedy powóz zaturkotał na podwórzu, skręcił w ulicę i zniknął z oczu.



2 из 287