– Jakieś dwie mile – rzekł właściciel gospody, opierając masywne łokcie na ladzie i mierząc ją od stóp do głów z nieukrywanym zainteresowaniem.

– W którą stronę? – spytała.

– Trzeba minąć kościół i bramy – odpowiedział, wskazując kierunek. – A potem cały czas drogą.

– Dziękuję – rzekła uprzejmie, ruszając do wyjścia.

– Gdybym był na twoim miejscu, moja piękna, zapukałbym do drzwi pastora – zaczął bez cienia nieuprzejmości w głosie mężczyzna siedzący przy jednym ze stołów. – To obok kościoła, z tej strony. Dadzą ci tam kromkę suchego chleba i kubek wody.

– Jeśli chciałabyś usiąść między mną a Mitchem, już ja dopilnowałbym, żebyś dostała skibkę chleba i kubek jabłecznika, śliczna panienko – zawołał ktoś z rubaszną jowialnością.

Głośny wybuch śmiechu, a także kilka gwizdów i uderzenia pięścią w stół odpowiedziały na jego słowa.

Lily uśmiechnęła się, nie czując urazy. Nawykła do nieokrzesanych mężczyzn i ich prostackiego zachowania. Rzadko kiedy mieli na myśli coś złego lub chcieli kogoś obrazić.

– Dziękuję, ale nie dzisiaj – odparła.

Wyszła przed gospodę. Dwie mile. A przecież zapadał już zmierzch. Nie mogła jednak czekać do rana. Gdzie miałaby się zatrzymać na noc? Miała tylko tyle pieniędzy, że starczyłoby jej na szklankę lemoniady i, być może, na niewielki kawałek chleba, ale za mało na nocleg. Poza tym, dotarła już prawie do celu.

Czekały ją tylko dwie mile.


*

Salę balową w Newbury Abbey, wspaniałą nawet wtedy, kiedy stała pusta, zdobiły teraz żółte, pomarańczowe i białe kwiaty z ogrodów i cieplarni oraz białe satynowe wstęgi i kokardy. Wysoko nad głowami gości płonęły setki świec w kryształowych kandelabrach, odbijające się tysiącem refleksów w długich zwierciadłach umieszczonych na dwóch przeciwległych ścianach. Pomieszczenie wypełniała najznakomitsza londyńska arystokracja, a także miejscowe ziemiaństwo, wszyscy wystrojeni na bal w najlepsze stroje. Szeleściły muśliny i jedwabie, połyskiwały koronki i satyna. Błyszczała kosztowna biżuteria. Najdroższe perfumy szły o lepsze z zapachami tysięcy kwiatów. Wszyscy podnosili głos, próbując przekrzyczeć zarówno innych gości, jak też dźwięki muzyki. Grała cała orkiestra.



7 из 287