– Nie wiesz, że Victor chodzi do “Hadesu”? To melina Ognistych, a Victor…

– Zamknij się! – warknął brat.

Sybil Morgan długo przyglądała się synowi, a on pod jej surowym spojrzeniem coraz niżej pochylał głowę, tracąc pewność siebie. Cisza trwała dobrych kilka minut. Potem pani Morgan odwróciła się do córki.

– Zostaw nas samych – powiedziała. – Muszę porozmawiać z Victorem.


Jupiter Jones, szef agencji “Trzej Detektywi”, żuł powolutku liść zielonej sałaty. Smakował jak trawa i o to właśnie chodziło. Kiedy coś nie smakuje, szybko zapycha żołądek i uczucie głodu mija, a Jupe nie po to zrzucił pięć kilogramów, wyzbywając się zbytecznego sadełka nad paskiem spodni, żeby ten sukces zmarnować. Od biedy można by go było teraz nazwać szczupłym chłopakiem, z pewną zaś przesadą – nawet chudzielcem. Do “chudzielca” brakowało mu tylko zapadniętych policzków, wciąż były z lekka pyzate. Najtrudniej odchudzić twarz. Ale na liściach sałaty i konserwowych ogórkach “made in Poland” dojdzie i do tego, byle zachować konsekwencję.

Upalny dzień chylił się ku końcowi. W turystycznej przyczepie, kwaterze “Trzech Detektywów”, ustawionej na tyłach składowiska staroci, rodzinnego biznesu wujostwa Jupitera, już przestawało być duszno. Wentylator napędzał z dworu rześkie powietrze, od morza ciągnął lekki słonawy wiaterek.

– Miałbym apetyt na twoją słynną zapiekankę – westchnął partner Jupe'a, Bob Andrews, nie odrywając oczu od komputera, w którego pamięci porządkował agencyjne archiwum, wprowadzając dane z ich ostatniej operacji pod kryptonimem “Zabójcza ekstaza”. – Porcyjka SADKO zrobiłaby nam dobrze, co, Pete?

Pete Crenshaw oblizał się tęsknie i puścił oko do Boba.

– Zielona sałata jest składnicą witamin i minerałów – poinformował Jupe. – A zwłaszcza żelaza. Pod warunkiem, że zjadamy ją na surowo. Komu po główce sałaty?

– Może być na surowo – zgodził się Pete. – W chrupiącej bułeczce posmarowanej masełkiem, między plastrem sera i płatem wędzonej szyneczki z tłuszczykiem…



4 из 72