
Z kanapy podniosła się szczupła szatynka w garsonce z ciemnoszarego jerseyu i podała Jupe'owi rękę.
– Sybil Morgan. Dużo o was słyszałam od naszego przyjaciela, prokuratora Nortona. Jest pełen uznania dla Trzech Detektywów.
Miała łagodny głos i sympatyczną twarz, z lekka porysowaną zmarszczkami wokół bardzo niebieskich oczu.
– Dziękuję – powiedział Jupe.
Pani Morgan milczała. Jakby zbierała myśli i próbowała ułożyć je w przekonujący ciąg słów.
Wskazała Jupiterowi fotel oddzielony od kanapy inkrustowanym stolikiem z wazonem fioletowych róż.
– Za pięć dni są wybory – odezwała się w końcu. – Mój mąż kandyduje do senatu. Jest prawym człowiekiem o nieskazitelnej reputacji. – Jupe przytaknął ruchem głowy: Martin Morgan faktycznie cieszył się powszechnym szacunkiem. – Boję się o niego – usłyszał. – Grozi mu publiczna kompromitacja, na która nie zasłużył.
Jupe czekał. Oczy Sybil Morgan zaszkliły się, ale zapanowała nad sobą.
– Nasz syn, Victor, ma jakieś powiązania z gangiem Ognistych Demonów – powiedziała po pauzie. – jeżeli wyjdzie to na jaw, mój mąż będzie skończony.
Ogniste Demony: banda zmotoryzowanych skinheadów, którymi od dawna interesuje się policja. Bohaterowie wielu rozrób i awantur, sprawcy rozbojów. O Nocy Ognistych Demonów słyszało całe Los Angeles: podpici i rozwydrzeni, rozpędzili kondukt żałobny podczas pogrzebu ciemnoskórego pastora, pobili uczestników, a o zmierzchu zdewastowali cmentarz. Nocny pogrom zakończył się zdemolowaniem sklepów w murzyńskiej dzielnicy i podpaleniem lokalnego kościoła. Byli sprytni, nie zostawili dowodów, które przekonałyby sąd. Aresztowano ich i wypuszczono na wolność. Są postrachem przedmieść zamieszkanych przez Murzynów i Latynosów.
– Państwa syn należy do gangu? – zapytał Jupe.
– Nie sądzę. Ale mają coś na Victora, szukają go. Grożą, że to ujawnią w przeddzień wyborów, jeśli nie dojdzie z nimi do porozumienia. – Pani Morgan pochyliła się nad stolikiem w stronę Jupe'a. – Błagam, pomóżcie.
