
– Kelly? Kelly? Jesteś tam? Jeśli tam jesteś, podnieś słuchawkę. Odbierz… tu Caitlyn… muszę z tobą porozmawiać… o wczorajszej nocy. Proszę, oddzwoń jak najszybciej. – Odłożyła powoli słuchawkę, próbując opanować panikę. Drżącą ręką odgarnęła z oczu włosy. Czy Kelly znów wyjechała z miasta? Może służbowo?
Serce Caitlyn waliło jak oszalałe. Szybciej, szybciej. Myśl, Caitlyn, myśl.
Komórka Kelly! Wystukała numer i czekała po cichu, licząc dzwonki i znów modląc się, żeby siostra odebrała. Jeden. Dwa. Trzy…
– Odbierz, proszę!
Włączyła się poczta głosowa: „Dodzwoniłeś się na komórkę Kelly. Zostaw wiadomość”.
Cholera!
Uspokój się.
– Kelly, tu Caitlyn. Oddzwoń. To ważne. – Rozłączyła się i pomyślała, czy nie pojechać do domku Kelly. Tylko po co? Jeśli Kelly tam jest, to oddzwoni.
Ale czy na pewno?
Caitlyn wcale nie była tego pewna.
Rozdział 2
Kim, do diabła, jest Josh Bandeaux? – zapytał Pierce Reed. Jego partnerka, Sylvie Morrisette, pędziła właśnie East Bay jak na jakimś pieprzonym wyścigu Formuły 1.
– Poza tym, że jest niezłym palantem? – Morrisette zerknęła na niego kątem oka.
– Tak, poza tym.
Westchnęła, wciągając powietrze przez nos.
– Czasami zapominam, jakim jesteś głuptasem. Uroczy, ale głuptas. – Sylvie, z nastroszonymi blond włosami, sportową sylwetką i ciętym językiem, była twarda jak jej buty z wężowej skóry i kłująca jak olbrzymi kaktus. Od kiedy została partnerką Reeda, koledzy z pracy posyłali mu współczujące spojrzenia. – Żyjesz w pieprzonej próżni – dodała, przeciągając samogłoski z teksaskim akcentem. Przeflancowana z El Paso, od piętnastu lat służyła w policji w Savannah. On sześć miesięcy. Poza jednym zadaniem, nad którym pracował w tych okolicach, Reed spędził większość swego dorosłego życia na zachodnim wybrzeżu, ostatnio w San Francisco. Odszedł z San Francisco w niesławie, ale tutaj udało mu się dostać pracę na stanowisku starszego detektywa. Jeśli Sylvie nisko oceniała jego pozycję, miała na tyle rozsądku, żeby tego nie okazywać.
