
– Czego spodziewasz się po naszej współpracy?
Broda Layne’a poruszyła się.
– Tego, co zawsze było treścią mojego zawodu. Zebrania danych.
– Przecież i tak otrzymujecie od nas wszystkie zestawienia.
– Wiesz, to jeszcze zależy od sposobu, w jaki zestawia się dane. Moje kierownictwo uznało, że bardziej opłaca się trzymać na miejscu fachowca od statystyki niż łamać głowę nad, nie obraź się, stopniem wiarygodności waszych sprawozdań…
Młoda kelnerka w spódniczce ledwie zakrywającej pośladki postawiła przed nimi parujące befsztyki.
– Telefon do pana Ashcrofta – powiedziała z uśmiechem. – Można odebrać w barze.
Ashcroft, który dopiero teraz zdjął kapelusz i położył go na wolnym krześle, podniósł się niechętnie. Nienawidził zimnego jedzenia.
Kiedy wrócił, Layne był już w połowie swojej porcji. Podniósł głowę znad talerza i lekko zaniepokojony patrzył na Ashcrofta.
– Coś poważnego? – spytał.
– Powiem ci, jak zjesz.
– Bez przesady, mów od razu.
Ashcroft zwalił się na krzesło i podniósł widelec.
– Wykryliśmy, że wczoraj popełniono kolejne morderstwo bez motywu – odkroił kęs pieczeni i podniósł do ust. – W rzeźni miejskiej.
– W rzeźni? Wczoraj? – Layne nie wiadomo dlaczego zrobił podejrzliwą minę i spojrzał na swój krwisty befsztyk.
Na widok Layne’a stojący przy drzwiach gmachu policji strażnik poruszył się niespokojnie.
– On jest ze mną – powiedział Ashcroft i ruchem dłoni pchnął brodacza.
Strażnik zamrugał niepewnie.
– Ale przepustka…?
Ashcroft przeniósł wzrok na Layne’a.
– Masz ją, prawda?
Ten skinął głową, więc Ashcroft ponownie odwrócił się do strażnika.
– Ma – stwierdził i nie zważając na nieme próby protestu ruszył do przodu.
