
– Przecież ten człowiek nie żyje – powiedział nagle schrypniętym głosem. – Do jasnej cholery, po co oni go tu trzymają?
– Pewnie, że nie żyje. Ustawa jednak zakazuje odłączenia go przed upływem dwóch miesięcy.
– Bzdury. W tym przypadku można zastosować procedurę specjalną. Przecież trzymanie go tutaj jest zupełnie bez sensu.
Slayton rozłożył ręce.
– Stary też mówi, że to ewidentny przypadek zgonu. Na jutro czy pojutrze zapowiedziane jest zebranie w jego sprawie.
– Wyłączą go? – spytała pielęgniarka.
– Najprawdopodobniej. Chodźmy, Kelly.
Slayton pożegnał dziewczynę ruchem ręki i ruszył przodem.
– Bierzemy samochód? – spytał po chwili.
– Coś ty. Ten cholerny policjant z patrolu zawziął się na mnie. Powiedział, że jak jeszcze raz zobaczy mnie pijanego za kierownicą, to zabierze prawo jazdy.
– A jesteś pijany?
– Teraz nie, ale jak będziemy wracać… Ten cwaniak zawsze czai się wieczorem.
Tuż za metalowym płotem ograniczającym teren ośrodka prawie wpadli na grupę obdartych dziewczyn. Obydwaj uśmiechnęli się automatycznie, ale żadna nie zwróciła na nich uwagi. Skwaszeni powlekli się dalej w kierunku skrzyżowania.
– Hej, Kelly, patrz! – zawołał nagle Slayton wskazując ręką pobliski pagórek.
U jego stóp dwóch ludzi rozbijało mały kolorowy namiot.
– Czego oni tu chcą?
– Może to ci od wężów… no… serpentolodzy.
– W takim namiocie? Nie, to turyści albo ktoś z miasta.
– Nie turyści, tylko idioci. Chodź, pewnie autobus znowu nie przyjedzie i trzeba będzie zatrzymywać samochody.
Kelly pokręcił głową, ale nie zdążył zrobić ani kroku, kiedy tuż przed nimi zatrzymała się luksusowa furgonetka.
