
– Zachować ciszę – szepnął. – Są na wzgórzu.
– Carlos – odezwał się ktoś z tyłu. – Mamy mało amunicji.
Tamten jednak nawet nie odwrócił głowy.
– Uwaga – warknął szarpiąc zamek automatu. – Naprzód!!!
Dwudziestu ludzi poderwało się z ziemi i biegiem ruszyło naprzód. Gdzieś z góry zagdakał leniwie cekaem.
– Wyłącz to wreszcie – powiedział Kelly.
– Dlaczego? Muszę zobaczyć, co będzie dalej.
– I tak wiesz, co się stanie – Kelly sięgnął do wyłącznika i ekran telewizora zgasł. – Nasi zdobędą to wzgórze, zatkną na nim flagę, potem zdobędą następne, zatkną na nim…
– Hej, Kelly – Slayton wstał z krzesła. – Przecież to był film o rewolucji kubańskiej. A ci na ekranie to partyzanci.
– No to co?
– A ty powiedziałeś o nich „nasi”. Rany boskie, Kelly, jesteś komunistą!
– Dobra, dla ciebie mogę być nawet wyznawcą Kriszny. Chodź, skoczymy do miasta.
Slayton spojrzał na zegarek.
– Chętnie, ale muszę jeszcze zajrzeć do tego faceta na dole.
Kelly podniósł się również.
– Pójdę z tobą. Chyba też powinienem go odwiedzić.
Zrezygnowawszy z powolnej windy zbiegli po schodach i w zwykłych ubraniach, nie zakładając fartuchów, weszli do sali intensywnej terapii.
– Dzień dobry pani – Slayton skłonił się czuwającej przy chorym pielęgniarce. – Pacjent nie odzyskał przytomności, encefalogram zero, impulsy czynnościowe zero, pozostałe czynniki również bez zmian.
– Tak, ale… ale to ja powinnam powiedzieć!
– Proszę się nie przejmować. Słyszałem to już od pani tyle razy, że zdołałem wszystko zapamiętać.
Stojący z tyłu Kelly podszedł do poowijanej w bandaże mumii. Zrobił ruch ręką, jakby chciał dotknąć któregoś z popiskujących urządzeń, pulsujących ekranów czy dziesiątków kabli, łączących nieruchome ciało ze skomplikowanymi układami hydraulicznymi i całymi tonami elektroniki. Dłoń zawisła jednak w powietrzu, potem Kelly cofnął ją i odwrócił się do Slaytona.
