
– Nie. Jest jeszcze parę innych rzeczy.
– Skąd chcesz te informacje uzyskać?
Layne wyjął i zapalił papierosa, choć zdążył się już dowiedzieć, że denerwuje to Ashcrofta.
– Wymienię kolejno: miejskie archiwum, kartoteka policyjna, dane lokalnego oddziału FBI, a przede wszystkim karty pacjentów ze wszystkich szpitali w mieście, bo oni zazwyczaj przeprowadzają bardzo dokładny wywiad. Poza tym muszę mieć wgląd w kartoteki banków udzielających kredytów i firm ubezpieczeniowych. Oni też dysponują dokładnymi danymi na temat swoich klientów.
Ashcroft pokręcił głową. Potem wypełnił jakiś formularz i podał go Layne’owi.
– Wszystko stoi przed tobą otworem. Coś jeszcze?
– Dobry, to znaczy szybki komputer i zgrany sztab ludzi otrzaskanych z taką robotą.
– W komendzie mamy jeden z ostatnich modeli firmy Hawlett-Packard. Ale skąd ja ci wytrzasnę ludzi?
– Postaraj się.
Ashcroft wzruszył ramionami.
– Przynajmniej dopiero teraz dowiedziałem się, co to znaczy prawdziwy statystyk.
Layne uśmiechnął się.
– A dotychczas uważałeś mnie za prawie normalnego człowieka, prawda?
Ashcroft chciał coś powiedzieć, ale przerwało mu wejście Dennisa.
– No tak, tego się spodziewałem – prawie krzyknął komendant policji. – Siedzisz sobie w gabinecie nad jakimiś papierami, a prawdziwa robota czeka, tak?
– Ale…
– Wiesz, co się dzieje w dzielnicy portowej? Wiesz, gdzie pojechali wszyscy moi ludzie, co? Oczywiście nie, bo co by cię to mogło obchodzić.
– My też ciężko pracujemy…
Dennis wzniósł ręce w geście rozpaczy.
– I ty to nazywasz pracą! A tymczasem ktoś pikietuje budynek rady. W okolicy portu demonstracje…
– Przepraszam – wtrącił się Layne. – Co było przyczyną tego wszystkiego?
– Plany nowych osiedli. – Dennis zajął ostatni wolny fotel. – A właściwie nawet nie same plany, tylko to, że robimy miejsce dla wielu nowych obywateli.
