
– Nie bądź taki skowronek – powiedział pokonując ból w gardle. – Może i wypiłeś tyle co ja, ale nie sądź, że nie widziałem, jak bierzesz Alka-Selzer. Co najmniej pięć tabletek. Kelly przejrzał się w lustrze.
– Wstawaj. Zaraz zacznie się zebranie.
– Jakie zebranie?
– W sprawie tego faceta z sali intensywnej terapii.
Slayton z trudem wstał z łóżka.
– Odłączą go od aparatury? – spytał starając się stać pewnie.
– Jasne. Co prawda Hutts chce go leczyć, ale i tak go przegłosują.
– Leczyć? Hutts zawsze miał samarytańskie zapędy w stosunku do nieboszczyków – Slayton wyjął z lodówki puszkę piwa. – Chociaż może ma rację? Gdybym tak zaaplikował facetowi całe opakowanie aspiryny… Słyszałem, że to na wszystko pomaga.
– Kto ci to mówił?
– Agent reklamowy koncernu Bayera – Slayton kilkoma haustami wypił piwo.
Uporczywy ból głowy zaczął powoli ustępować i czuł, że krew zaczyna krążyć coraz szybciej. Jednocześnie jednak działo się z nim coś dziwnego.
– Potwornie wczoraj narozrabiałeś, Slayton.
– Ja? To ten grubas. W dodatku śnił mi się w nocy.
– A ja śniłem o policjantach. Zabierali mi legitymację i…
– I co?
– Wtedy się budziłem. Dopiero na jawie przypomniałem sobie, że mi ją oddali ze słowami: „Przepraszamy, panie doktorze”.
Slayton poruszył głową w nieokreślonym geście. Wyjął z lodówki drugą puszkę piwa i jak poprzednio wypił zawartość kilkoma łykami.
– Slayton, dobrze się czujesz?
– Tak, czemu pytasz?
– Jakoś tak dziwnie wywróciły ci się oczy do góry.
– Nie, czuję się świetnie.
– Bo myślałem… – Kelly nie dokończył, widząc, że jego kolega runął na łóżko. Podszedł do niego, ale kiedy po wielu staraniach udało mu się odwrócić leżącego na wznak, machnął ręką, zawiązał krawat i wyszedł z pokoju.
