
– Ale…
– Natychmiast. Proszę go wyciągnąć za wszelką cenę.
Speszona pielęgniarka cofnęła się kilka kroków. Potem, jakby pokonując wewnętrzny opór, wślizgnęła się do środka, zostawiając szeroką szparę w drzwiach. Po chwili ukazał się w niej Kelly trzymając uniesione do góry zakrwawione ręce.
– Mów szybko, czego chcesz. Stary piekli się nad stołem.
– Facet, którego tam obrabiacie, jest gorący. I to bardzo.
– Wiem. I co z tego?
– Muszę się nim zająć. Inaczej umrze.
– Umrze, jeśli go teraz wypuścimy – maska chirurgiczna tłumiła głos Kelly’ego.
– Muszę go dostać!
– Człowieku, nie rozumiesz, co się dzieje? On ma rozległy wylew krwi do mózgu, uszkodzoną wątrobę i perforację jelit. Jedna nerka jest zmiażdżona, a druga wędruje. Przywieziono go praktycznie w stanie agonii.
– Więc kiedy go oddacie?
– Nie wiem, nie mam zielonego pojęcia – Kelly spojrzał na ludzi zgromadzonych na korytarzu. – No dobrze, powiedz, co możemy zrobić z nim sami.
– Sami? Sami nic nie możecie zrobić!
– No, słucham.
– Natychmiast wyjmijcie z niego wszystkie odłamki, jeśli takie są – Slayton wzruszył ramionami. – Nie wiem, co jeszcze… Wypompujcie mu żołądek, zaraz zaczną się torsje…
– Już się zaczęły – Kelly poprawił maskę i łokciem zatrzasnął drzwi.
Dopiero po dłuższym czasie milczenie przerwała Kathereen Burns.
– Przepraszam – powiedziała cicho. – Czy on ma jakieś szanse? Chodzi mi o pańską dziedzinę.
Slayton zerknął na zegarek.
– Niewielkie – wyjął z kieszeni paczkę papierosów, ale była pusta. – Powiedziałbym nawet, że raczej teoretyczne. To pani znajomy?
Potrząsnęła głową.
– A czy pan nie powinien się jakoś przygotować? – spytała podsuwając mu paczkę cienkich i potwornie długich pall malli. – Kiedy chirurdzy zwolnią salę…
– Nie, nie muszę – przerwał jej. – Wszystko jest gotowe. Chodźmy stąd.
Ruszyli rzęsiście oświetlonym korytarzem. Pilot rozejrzał się wokół, jakby szukając kogoś, kto mógłby wydać mu rozkaz. Nie znalazłszy nikogo, dopiero teraz zdjął hełm i poszedł za nimi.
