
Pytanie zbiło ją z pantałyku. Czyżby Daniel znał prawdę? Czy wyszła na kompletną idiotkę?
– Czy nie tak ma na imię twoja szefowa? – poprawił się po chwili. – Mandy jest przecież zdrobnieniem od Amandy.
Odetchnęła z ulgą.
– Nikt nie zwraca się do niej inaczej niż panno Garland – powiedziała. Wszyscy, poza jej sekretarką. Pracowały razem od początku. Beth była pierwszą osobą, którą zatrudniła. Po tygodniu już nie umiała się bez niej obyć.
– No tak, nikt nie zwraca się do niej Mandy.
– Na pewno nikt w biurze – dodała i włączyła laptop. Musiała koniecznie zrobić notatki na dzisiejsze spotkanie.
Nie mogła się jednak zupełnie skoncentrować. Ze wszech miar usiłowała wyrzucić z myśli Daniela Redforda. Bezskutecznie! Zauważyła nagle, że Daniel nie jest ubrany w uniform. Być może firma wolała, żeby kierowcy nosili eleganckie szare garnitury, białe koszule i bordowe krawaty. Amanda natychmiast zaczęła się zastanawiać, jak mogłyby być ubrane opiekunki do dzieci Agencji Garland. Nie umknęło też jej uwagi, że włosy Daniela były świetnie ostrzyżone. Miły profil, pomyślała jednocześnie, zdegustowana swoim cielęcym zachwytem. Boże, ależ ten facet jest zniewalająco męski… A to zawsze robiło na niej piorunujące wrażenie. Obserwowała jego zaciśnięte na kierownicy dłonie. Były piękne i zadbane.
– Od dawna pracuje pan w Capitol Cars? – zapytała, starając się jednocześnie nieco okiełznać swą wybujałą wyobraźnię.
– Jakieś dwadzieścia lat.
Choć nie widziała teraz jego twarzy, mogłaby przysiąc, że się uśmiechał. Boże, co za facet! Na pewno żonaty. Tacy jak on zawsze są zajęci. Daj sobie lepiej spokój, skarciła się w myślach.
– Praca musi panu sprawiać przyjemność? – Na to wychodzi.
Patrzył teraz we wsteczne lusterko. Na nią czy na samochody z tyłu?
– Poza tym, napiwki są nie najgorsze. Na przykład kilka dni temu dostałem dwa bilety do teatru muzycznego. Premiera przedstawienia była zaledwie pięć tygodni temu.
