– Rozmawiałaś ze swoją lekarką?

– Oczywiście.

– I co ci powiedziała?

– Żebym zaczęła zażywać kwas foliowy.

Beth przypatrywała się bacznie Amandzie. Miała w głębi duszy nadzieję, że za moment usłyszy coś w rodzaju: „No dobrze, żartowałam tylko". Ale nic takiego nie nastąpiło.

– Boże, ty naprawdę nie żartujesz! – nie wytrzymała w końcu. – Mam nadzieję, że to na razie tylko plany…

Odkąd Amanda skończyła osiemnaście lat, w pełni kontrolowała wszelkie aspekty swego życia. Nigdy nie wątpiła w słuszność podejmowanych przez siebie decyzji. U progu swoich trzydziestych urodzin osiągnęła sukces w interesach i dokładnie wiedziała, dokąd zmierza.

– Owszem – odpowiedziała krótko.

– A tak na marginesie, słyszałaś o poradniach planowania rodziny? – syknęła już nieźle zirytowana Beth.

I po co te nerwy, pomyślała Amanda. Chciała mieć dziecko. Co z tego, że zdecydowała się samotnie je wychowywać. Czy to jej wina, że nie mogła znaleźć odpowiedniego kandydata na ojca swego maleństwa? Co ona jest temu winna? Coraz głośniej tykający zegar biologiczny motywował ją do działania. To było przecież bardzo proste. Punkt pierwszy: ułożyć dobry plan; punkt drugi: konsekwentnie go realizować; punkt trzeci: osiągnąć upragniony cel. W tym nie miała sobie równych. Nigdy nie potrzebowała faceta, który prowadziłby ją za rączkę, a współczesna medycyna dała jej niezależność również w kwestii wyboru odpowiedniego kandydata na ojca dziecka.

Na twarzy Beth malował się niesmak. Nie bardzo chciało jej się wierzyć w to, co usłyszała.

– Mówisz o urodzeniu dziecka, jakby chodziło o zawarcie kolejnej transakcji. Czy zdajesz sobie sprawę, jaki wpływ wywrze macierzyństwo na twoje życie?

– Oczywiście, że tak. Dlatego planuję wszystko z wyprzedzeniem. Ostatnio na przykład dużo myślałam nad problemem, czym kierować się przy wyborze niani.



2 из 107