
– Niani? – pisnęła Beth o całą oktawę wyżej.
– Czy ty zdajesz sobie sprawę, jak olbrzymie jest zapotrzebowanie na tego typu usługi? Jill, moja bratowa, rodzi dopiero w styczniu, a już w kwietniu rozpoczęła poszukiwania.
Amanda zamyśliła się na moment i nagle uśmiechnęła się.
– Tak! To świetny pomysł! Instynkt mi podpowiada, że powinnyśmy się zająć tą branżą – rzuciła, nieoczekiwanie zmieniając temat. Wiedziała, że jej przyjaciółka da się złapać na lep. I miała rację.
– Ale my przecież ledwo nadążamy z pracą. Nasze sekretarki są rozchwytywane… – Beth urwała nagle. – Chociaż z drugiej strony… może… pod warunkiem, że zatrudnimy więcej pracowników i znajdziemy większe biuro…
– Niedługo zwalniają się pomieszczenia na dole. Byłyby wręcz idealne.
– Pamiętaj jednak, że to bardzo specyficzny rynek. Natarczywy dźwięk telefonu – przerwał ich dyskusję.
Dzwoniono z recepcji.
– Kierowca chciałby wiedzieć, jak długo będzie musiał jeszcze czekać, panno Garland. Boi się, że zapłaci mandat za niewłaściwe parkowanie.
– Już schodzę! – Zerwała się na równe nogi. Skrupulatnie zebrała wszystkie dokumenty, chwyciła teczkę i nieodłączny laptop. – Na razie, Beth!
– Amando! Nie możesz teraz tak po prostu wyjść!
– Porozmawiamy w poniedziałek. A poza tym… Odprowadź mnie do samochodu. – Obie ruszyły w stronę drzwi. – Chcę, abyś zrobiła dla mnie dwie rzeczy. Po pierwsze zadzwoń do Ministerstwa Pracy i Spraw Socjalnych i dowiedz się, czy są jakieś regulacje prawne dotyczące zatrudniania opiekunek do dzieci. Jeśli tak, to zbierz wszelkie dostępne informacje na ten temat.
– A ta druga rzecz?
– Zadzwoń do gabinetu mojej ginekolog i umów mnie na najbliższy wolny termin w klinice.
Daniel Redford czekał oparty o maskę mercedesa i spoglądał niecierpliwie to na swój zegarek, to w okna Agencji Garland. A więc stąd pochodzą te fantastyczne dziewczyny, pomyślał. Z klasą i z najlepszymi kwalifikacjami. Ponoć nie mają sobie równych. Cóż, punktualność chyba nie należy do ich najmocniejszych stron.
