– Jak długo jeszcze zamierza pan tutaj stać? – zapytał strażnik miejski, nie po raz pierwszy zresztą.

Zanim Daniel zdążył odpowiedzieć, drzwi wejściowe otworzyły się szeroko i pojawiła się w nich jego spóźniona pasażerka.

– Boże, jak mi przykro, że musiał pan tak długo czekać! Oczarowany jej urodą, natychmiast zapomniał, że jeszcze przed chwilą był wściekły. Trzeba przyznać, że Amanda prezentowała się jak modelka. Zgrabna jak sarna, stąpała lekko, delikatnie kołysząc przy tym biodrami. Ciemne błyszczące włosy i ogromne szare oczy nadawały jej twarzy niepokojącej głębi i wyrazistości. Strażnik, który jeszcze przed chwilą był zły i nadęty, zastygł teraz z głupawym, błogim uśmiechem na ustach.

– Musiałam przed wyjściem załatwić kilka pilnych spraw. – Miała niski, melodyjny głos.

Po plecach Daniela przebiegł podniecający dreszcz. A gdy Amanda podniosła wzrok, Daniel poczuł, jak miękną mu kolana. Mogłaby zrobić ze mną wszystko! – pomyślał trochę zniesmaczony. Więcej! Sam dostarczyłbym się pod jej drzwi w formie przesyłki, przyznał w duchu, uśmiechając się szeroko. Potem, gdy otwierał przed Amandą drzwi samochodu, nie potrafił odmówić sobie krótkiego, niby przypadkowego spojrzenia na jej nogi. Olśniewające! – przemknęło mu przez myśl. Nieskończenie długie i smukłe. A te jedwabne pończochy… Jego oczy powędrowały na ułamek sekundy wyżej. Wąska, czarna spódniczka ledwie wystawała spod grafitowego żakietu. Daniel z trudem skierował wzrok w inną stronę. Gdy się odwrócił, dobiegł go prawie niesłyszalny szept strażnika:

– Ale masz fart, chłopie.

Dan próbował ukryć zmieszanie. Odchrząknął nerwowo i powiedział:

– Nic się nie stało! Ja też dzisiaj miałem mnóstwo spraw do załatwienia.

– Tak? – Przyjemnie było obserwować zakłopotanie malujące się na jego twarzy. Lecz nagle rozświetlił ją szeroki uśmiech, który z niewiadomych przyczyn wydał się Amandzie dziki i zmysłowy.



4 из 107