
Teraz byłem dla nich zwierzyną, na którą się poluje. Niektóre z nich chciały mnie zniszczyć, inne ochronić, ale żaden nie dbał o mnie, nawet derg. Były zainteresowane wyłącznie moją wartością w tej grze, w tym polowaniu, jeżeli tak to można nazwać.
A sytuacja wynikła z mojej winy.
Przecież miałem do dyspozycji całą wiedzę rasy ludzkiej, tę straszliwą rasową nienawiść do czarownic i duchów, irracjonalny strach przed innym życiem. Bo przecież moja przygoda rozgrywała się już tysiące razy i historia wciąż się powtarza — o tym, jak człowiek zajmuje się dziwnymi sztukami i wywołuje demona. W ten sposób zwraca na siebie uwagę — a to najgorsza rzecz ze wszystkich.
Tak więc byłem nierozerwalnie związany z dergiem, derg ze mną. To znaczy do wczoraj. Teraz bowiem jestem rowu zdany wyłącznie na siebie.
Przez parę tygodni panował spokój. Prosty sposób eotwierania drzwi od szafy chronił mnie przed figsami. ipsy były bardziej niebezpieczne, ale oko ropuchy powstrzymywało je, jak się wydaje, melgerizer zaś był groźny tylko podczas pełni księżyca.
— Jesteś w niebezpieczeństwie — powiedział wczoraj derg.
— Znowu? — spytałem ziewając.
— Trang nam zagraża.
— Nam?
— Tak, zarówno mnie, jak i tobie, bo nawet derg musi narażać się czasem na ryzyko i niebezpieczeństwo.
— Czy ten trang jest bardzo groźny?
— Niezmiernie.
— Cóż, co mam więc zrobić? Skóra węża nad drzwiami? Pentagra?
— Nic z tych rzeczy — odpowiedział derg. — Tranga neutralizuje się na odwrót. Chodzi o unikanie pewnych czynności.
Musiałem już unikać tylu rzeczy, że jeszcze jedno ograniczenie nie wydawało się mieć znaczenia.
— Czego nie powinienem robić?
— Nie możesz lesnerować — odpowiedział derg.
— Lesnerować — skrzywiłem się. — Co to oznacza? — Z pewnością wiesz. Jest to przecież zwykła, codzienna, ludzka czynność.
