
— Prawdopodobnie znam ją pod inną nazwą. Powiedz mi jaką.
— Dobra. Lesnerować to znaczy… — przerwał gwałtownie.
— Co?
— On jest tutaj. Trang.
Cofnąłem się pod ścianę. Wydawało mi się, że wyczułem lekki powiew kurzu, ale mogły to być tylko napięte nerwy.
— Derg! — wrzasnąłem. — Gdzie jesteś? Co mam robić? Usłyszałem jęk i dźwięk przypominający zamykanie się szczęk.
Derg krzyknął nagle:
— Złapał mnie!
— Co mam robić? — wrzasnąłem znowu.
Nastąpił nieprzyjemny dźwięk rozgniatania. Potem ledwo słyszalny głos derga:
— Nie lesneruj!
I nastąpiła cisza.
Siedzę więc teraz twardo w mieszkaniu. W przyszłym tygodniu samolot rozbije się w Birmie, ale nie powinno mi to zaszkodzić w Nowym Jorku. A figsy w żaden sposób nie mogą zrobić mi krzywdy. Nie mogą, jeżeli drzwi od szafy będą zamknięte.
Jedyny prawdziwy problem stanowi lesnerowanie. Nie mogę lesnerować. W żadnym razie. Jeśli powstrzymam się od lesnerowania, wszystko skończy się i nagonka ruszy w innym kierunku. Musi! Wszystko, co trzeba zrobić, to tylko ich przetrzymać.
Kłopot w tym, że nie mam zielonego pojęcia, co oznaczać może lesnerowanie. Derg nazwał je „zwykłą, codzienną, ludzką czynnością”. A więc przez jakiś czas będę się starał nie wykonywać tak wielu czynności, jak to możliwe.
Odespałem trochę poprzednie zaległości i nic się nie wydarzyło, tak więc nie jest to lesnerowanie. Wyszedłem z domu, kupiłem coś do jedzenia, zapłaciłem, przygotowałem sobie posiłek i zjadłem go. To też nie było lesnerowanie.
Napisałem tę relację. Także to nie było lesnerowaniem.
Jeszcze wyjdę z tego!
W tej chwili zamierzam uciąć sobie drzemkę. Chyba się przeziębiłem. Teraz muszę kich…
