
Tak więc uzyskaliśmy wyjaśnienie na przeczucie cioci mnie. Niemniej jednak nadal nie chciałem mieć z tym nic wspólnego.
— Warunki mogą być niekorzystne przez następne sto lat — ubolewał derg.
Jakie warunki? Pięć monet i trzy klucze obijające się o siebie, w czasie gdy wschodziła Wenus? Być może jest to warte zbadania, ale nie przeze mnie.
Nigdy nie udowodnisz rzeczy ponadnaturalnych. Wystarczająco dużo ludzi wyplata koszyki lub odpoczywa w kaftanach bezpieczeństwa. I po co ja tam jeszcze?
— Zostaw mnie w spokoju — powiedziałem. Nadchodzący policjant dziwnie spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się chłopięco i pospieszyłem dalej.
— Rozumiem twoją sytuację — namawiał derg — ale kontakt… jest w twoim najlepszym interesie. Pragnę ochraniać cię od niezliczonych niebezpieczeństw ludzkiej egzystencji.
Nie odpowiedziałem nawet.
— Cóż — rzekł derg — nie mogę cię zmuszać. Będę musiał zaoferować swoje usługi gdzie indziej. Do widzenia, przyjacielu.
Skinąłem grzecznie głową.
— Na koniec jeszcze jedno — powiedział. — Nie korzystaj jutro z metra między południem a 13.15. Do widzenia.
— Co? Dlaczego?
— Ktoś zginie na stacji Columbus Circle wepchnięty pod pociąg przez tłum. Ty, jeśli tam będziesz. Cześć.
— Ktoś zginie jutro? — zapytałem. — Jesteś pewien?
— Oczywiście.
— Czy będzie o tym w gazetach?
— Wydaje mi się, że tak.
— I wiesz z góry o wszystkich takich rzeczach?
— Potrafię przewidzieć wszystkie zagrożenia przemieszczające się ku tobie w czasie. Jedynym moim pragnieniem jest ochronienie cię przed nimi.
Zatrzymałem się. Dwie nadchodzące dziewczyny zaczęły chichotać słysząc mnie mówiącego do siebie. Ruszyłem dalej.
