
– To przecież jasne – syknęła Tova. Aż do bólu ściskała Marca za ramię, nie zdając sobie z tego sprawy. – Jeśli coś stało się mamie albo ojcu, zabiję Tengela Złego!
Marco nie przypominał jej, że tego właśnie przez cały czas usiłują dokonać, lecz ich przodek, niestety, jest nieśmiertelny.
– Nie, twoi rodzice żyją, Tovo. Prawdopodobnie uznał, że w ramach kary za to, czego teraz się podjęliśmy, wystarczy zgładzić ciebie. Oczywiste jest bowiem, że to, co zrobił, było odwetem.
– Wiem o tym, oznajmił mi to już podczas mej podróży w czasie. Przede wszystkim postanowił się zemścić na swych niewiernych potomkach. Ale co on zrobił?
– W Lipowej Alei zginęła niestety jedna z najwspanialszych osób w naszym rodzie: Benedikte.
– Prababcia? – zaszlochała Tova. – Nie, to niemożliwe!
Po jej twarzy popłynęły łzy.
Marco wytłumaczył, że Benedikte dołączyła teraz do swych przodków, do duchów Ludzi Lodu, i to nieco Tovę uspokoiło.
Opowiedział potem o losie, jaki spotkał Hannę, o Christel i Ablu Gardzie.
– Ojciec Nataniela! – jęknęła Tova. – I mała Christel… jeszcze dziecko!
– No cóż, miała już osiemnaście lat i właściwie sama była temu winna.
– Rozumiem, ale mimo wszystko! Co za potwór! Zabiję go!
Na przemian to zanosiła się płaczem, to przeklinała Tengela Złego.
Przysunęła się do siedzącego obok niej Morahana, a on w geście pocieszenia objął ją, pozwalając, by moczyła mu kurtkę łzami. Czekali, aż Tova się uspokoi. Tragedia, która się wydarzyła, najboleśniej dotknęła właśnie ją.
– Tengel Zły wciąż nie wie, kim jestem – powiedział Marco. – Mam nadzieję, że mu tego nie zdradzicie?
Jednogłośnie zapewnili, że będą trzymać język za zębami.
Tova opanowała się wreszcie na tyle, że była w stanie mówić.
– Marco… I wy wszyscy… to nigdzie nas nie zaprowadzi. Czy nie widzicie, że walimy głową w mur? Bez względu na to, co robimy, on i tak ma nad nami przewagę.
