– To prawda. A co ty przeżyłeś? – zapytała Halkatla.

– Nietoperze. Wielkie jak sowy. Sam nie mogłem się przed nimi obronić, musiano przyjść mi z pomocą. Nasi przyjaciele mieli dziś ciężki dzień – zakończył cierpko.

Uzgodnili, że Marco pojedzie przodem na motocyklu, który zabrał z lotniska razem z buteleczką Ellen. Teraz, kiedy był z nimi, podróż wydawała się im o wiele łatwiejsza.

Akcja przeprowadzona przez czarne anioły widocznie odebrała nieco śmiałości Numerowi Jeden, bo na dość długo zostawił ich w spokoju. Trudno jednak było im zapomnieć o poniesionych stratach: Ellen i Demonach Wichru.

– A jeśli porwą również czarne anioły? – ze strachem zapytała Tova, kiedy posilali się w samochodzie resztkami prowiantu. Zapadał już wieczór, musieli szukać jakiegoś noclegu. Ale jak znaleźć bezpieczne miejsce? Na razie stanęli na parkingu przy drodze, niewidoczni dla przejeżdżających samochodów.

– Czarnych aniołów nie mogą pokonać – odparł Marco. – W każdym razie nie w taki sposób jak Demony Wichru. Ale… Niestety, muszę was zmartwić…

– Chcesz nas opuścić? – wystraszyły się dziewczęta.

– Nie, nie. Ale jeden z czarnych aniołów przekazał mi smutne wieści…

– Ja już je znam – wyznał strapiony Rune. – Nie chciałem tylko nic mówić.

– Co takiego? – zniecierpliwiła się Tova. – Wyrzućcie z siebie to, co wiecie!

Marco starał się mówić oględnie:

– Tengel Zły uderzył we wszystkie domostwa Ludzi Lodu.

– Co? – krzyknęła Tova. – Kto? Co zrobił?

Marco westchnął ciężko.

– Ta wiadomość ogromnie mnie zasmuciła. Nie miałem też pewności, czy powinienem wam ją przekazać, czarny anioł jednak uznał, że powinniście wiedzieć, co się dzieje.



22 из 178