Ale żaden z nich jej nie chciał…

Nikt nie wiedział, gdzie błądzą myśli Marca. Z jego twarzy nic nie dawało się wyczytać. Otwarte oczy lśniły w mroku, ale on sam stał nieruchomo. Wzrok utkwił gdzieś w nieznanej dali.

Tova otworzyła drzwiczki samochodu.

– Dokąd się wybierasz? – cicho spytał Marco.

– Na zewnątrz. Nie mogę zasnąć i pomyślałam sobie, że porozmawiam trochę z Halkatlą albo z Runem. A może z obojgiem.

– Tylko nie odchodź daleko! Jako twój opiekun jestem za ciebie odpowiedzialny.

– Nie bój się, nie zwietrzą mnie żadne ciemne typy. Ale dziękuję za troskliwość.

Drzewa otaczające leśny parking lekko szeleściły. Nastały najciemniejsze godziny nocy, ale widoczność była dobra, choć zamazały się kontury.

Halkatla zaszła ją od tyłu.

– Witaj, ma bliźniacza duszo, wyszłaś rozprostować kości?

– Tak – zaśmiała się zaskoczona Tova. – Gdzie jest Rune?

– O, właśnie się z nim rozstałam, poszedł sobie, nieco zakłopotany moimi subtelnymi propozycjami. Chciałam się dowiedzieć, czy został stworzony tak jak inni mężczyźni, ale za nic nie chciał mnie do siebie dopuścić. Podejrzewam, że nie jest taki jak wszyscy.

– Uprzedziłaś mnie, Halkatlo! Mnie także przyszło to do głowy, ale nie odważyłam się nawet sama przed sobą do tego przyznać.

Rozweselona Halkatla przyjrzała się jej badawczo. Jak dobrze obie się rozumiały!

– Chcesz znaczyć coś dla jakiegoś mężczyzny i wybierasz sobie takiego, który ma najmniejsze szanse u innych, ponieważ liczysz, że z radością cię przyjmie. Ja ze swej strony pragnę odbić sobie to, czego nie dane mi było zaznać w moim prawdziwym życiu.

– Właśnie z Runem?

– Ze wszystkimi – ciągnęła Halkatla wesoło. – Mam zamiar urządzać orgie i uwodzić tysiące mężczyzn!

– Ależ nie możesz. tak robić! Jesteś przecież…

– Nie wiesz, co potrafię.

Tova z niepokojem pomyślała o Marcu, który był przecież „jej”.



27 из 178