A jednak wszystkie te niezwykłe istoty były jego sprzymierzeńcami. Ci z przeciwników, których do tej pory spotkał, wydawali się jeszcze straszniejsi.

Ale czy naprawdę ich widział? Potwora w bloku? Bestię, która wyłoniła się spod asfaltu na szosie?

Najbardziej skłonny był wierzyć, że dręczą go halucynacje. Postaci z koszmaru, nie dające mu spokoju u schyłku życia.

Tova zwinęła się w kłębek w swoim kącie na tylnym siedzeniu samochodu. Nie mogła odegnać smutku. Kochana stara Benedikte nie żyje? Nie chciała w to uwierzyć, Benedikte była wszak z nimi od zawsze. Tova miała wrażenie, że prababcia rozpoczęła swe istnienie w momencie narodzin świata. Pozostali członkowie rodu, którzy padli ofiarą gniewu Tengela Złego, Hanna, Christel i Abel Gard, nie byli jej tak bliscy, choć łzy wylewała także z żalu nad nimi.

Straszne jednak było to, co się stało z Ellen! Biedni rodzice! I przede wszystkim Nataniel!

Wiedziała już, że Nataniel i Gabriel znaleźli się w szpitalu, ale życiu żadnego z nich nie zagraża niebezpieczeństwo. Opowiedzieli jej o tym Rune i Halkatla.

Myśli Tovy powędrowały nieco innym torem, skupiła się na trzech mężczyznach przebywających tuż przy niej, Runem, Marcu i Morahanie.

Wszyscy trzej wydawali się tacy samotni, każdy na swój sposób. Umierający Morahan znalazł się tak daleko od ojczyzny, a i w podróż ku śmierci każdy człowiek udaje się sam. Nie można zabrać w nią towarzysza.

Rune był czymś zupełnie wyjątkowym na tym świecie. Jedyny w swoim rodzaju. Inne bowiem alrauny były niedużymi roślinkami, mogącymi, owszem, posiadać właściwości magiczne, ale nic z jego siły i ludzkich cech. A człowiekiem także nie można go nazwać.

Marco także był obcym przybyszem na ziemi. Kogo miał się trzymać?

Ach, Tova tak bardzo chciała coś dla nich znaczyć, stać się kimś ważnym, móc się nimi zająć! Musi coś dla nich zrobić!



26 из 178