– Teraz, kiedy ty z powrotem przejąłeś opiekę nad Tovą, ja może nie jestem już potrzebna?

W każdej sylabie dało się wyczuć jej strach.

Marco jednak odrzekł spokojnie:

– Pamiętasz, co postanowiono w związku z twoją osobą? W jakimś momencie naszej wyprawy do Doliny Ludzi Lodu wystawiono cię na próbę. Chcieliśmy sprawdzić, czy możemy ci zaufać. Przeszłaś ją pomyślnie. Ale muszę przyznać, że miło nam w twoim towarzystwie. Jeśli więc masz ochotę, możesz kontynuować tę niebezpieczną podróż razem z nami.

Halkatla pisnęła uszczęśliwiona i bliska była rzucenia się Marcowi na szyję. Nawet ona jednak rozumiała, że tak nie wypada.

Tova także się ucieszyła i dziewczęta mogły się ściskać do woli.

– Mareo, chciałabym porozmawiać z tobą w cztery oczy – poprosiła nieśmiało Tova.

– No, no – pogroziła jej Halkatla. – Nie próbuj tylko go uwodzić!

Ale Marco nie zareagował na jej żarty.

– Idź do samochodu, Halkatla – powiedział. – Posiedź przy Morahanie, on wymaga stałej opieki.

Tova nie mogła się powstrzymać, żeby nie dorzucić:

– Ale jego nie uwodź!

– Czy wy, dziewczyny, nie potrafcie mówić o niczym innym? – westchnął Marco.

– Ależ oczywiście – Tova już miała gotową odpowiedź. – Możemy porozmawiać o tym, że podjęliśmy się śmiertelnie niebezpiecznego przedsięwzięcia i nie ma najmniejszych szans, aby się nam powiodło, że upłynęła zaledwie doba, a już wielu naszych krewnych i sprzymierzeńców nie żyje, że…

– Dobrze, już dobrze, poddaję się – uśmiechnął się Marco.

Halkatla pomachała do nich wesoło i wróciła do samochodu.

Marco i Tova usiedli na zniszczonych parkingowych ławkach. Marco oparł łokcie na stole z grubych desek.

– Gdzie jest Rune?

– Halkatla najpewniej go odstraszyła, zachowywała się widać zbyt natarczywie.



29 из 178