
W tej podróży dopełnił się los Heikego. A Tula wróciła do domu tylko po to, by zniknąć w Górze Demonów, dopiero niedawno się o tym dowiedzieli.
A teraz nadeszła ich kolej. Tova, Marco, Nataniel, Ellen i Gabriel mieli przelecieć samolotem nad górami albo w szaleńczym pędzie przejechać nowoczesnymi drogami, by raz na zawsze uwolnić Dolinę od jej przekleństwa.
Co z tego wyszło? Stracili Ellen. Gabriel i Nataniel ranni leżeli w szpitalu. Marco miał podjąć walkę z prześladowcami, z gromadą złych mocy wybranych przez Tengela Złego.
A Tova siedziała na niczym nie osłoniętym motocyklu za śmiertelnie chorym człowiekiem, nie mającym nic wspólnego z Ludźmi Lodu. Cała odpowiedzialność spoczywała tylko na niej. Spontanicznie uściskała Morahana.
– Bardziej pomogłeś nam niż my tobie! – zawołała pod wiatr.
– Dziękuję ci za te słowa! – odkrzyknął. – Ale nie wiesz, ile wy dla mnie…
Wołanie na chłodnym nocnym wietrze okazało się dla jego płuc zbyt wielkim wysiłkiem. Ciałem wstrząsnął nowy atak kaszlu i przerażona Tova zorientowała się, że motocykl, nad którym Irlandczyk przestał panować, zjeżdża raz na jedną, raz na drugą stronę.
Boże, on przecież mdleje, pomyślała.
– Stop, Morahan, stop!
Dotarły do niego słowa dziewczyny, półprzytomny podjął rozpaczliwą próbę zahamowania pojazdu. Dzięki temu uniknęli totalnej katastrofy, ale nic nie mogło już uchronić ich przed zjechaniem w moczary. Tova mocno trzymała się Morahana, ale on stracił świadomość i mocno uderzyli w pokrytą śniegiem kępę trawy. Motocykl wywinął kozła w powietrzu i wyrzuciło ich w przód. Tova potrafiła się osłonić przy upadku i wyszła z tej kraksy cało, choć śnieg nie był tak głęboki, jakby sobie tego życzyła. Bała się jednak o Morahana. I on także wylądował dość miękko, ale leżał bez ruchu. Z kącika ust sączyła mu się strużka krwi, ale równie dobrze mogła pochodzić z jego zniszczonych płuc, jak od uderzenia przy upadku.
