
– Potrafisz czarować?
Czy on musi zadawać aż tyle kłopotliwych pytań?
– Owszem, potrafię. Czy mogę dalej opowiadać? No cóż, niedobitki Ludzi Lodu osiedliły się w górach Norwegii, a ściślej mówiąc w Trondelag, tam gdzie teraz jedziemy. A młodzieniaszek, Tengel Zły, wyrósł na najstraszniejsze stworzenie na ziemi. Wobec swych współczesnych postępował tak okrutnie, że brak mi sił, by ci o tym mówić. Ale miał alraunę, wiesz, co to jest, prawda?
Morahan kiwnął głową.
– Tak, to korzeń mandragory.
– Obdarzona była wystarczająco potężną mocą, by go przekonać, że czasy są dla niego niedobre. Ale jego syn i prawnuk oszukał go jeszcze bardziej. Postarał się, aby Tengel Zły zapadł w sen, by obudzić się, gdy nastaną bardziej odpowiednie czasy do przejęcia władzy nad światem…
– Poczekaj chwilę, trochę mi zamąciłaś w głowie. Powiedziałaś: jego syn i prawnuk, a potem mówiłaś „postarał się”. Miałaś chyba na myśli „postarali”?
– Nie, nie pomyliłam się. Chodziło mi o jedną i tę samą osobę. Syn i prawnuk Tengela Złego nosił imię Targenor i on właśnie miał go obudzić. Ale zaniechał tego.
Morahan gestem poprosił, aby na chwilę przerwała. Potrzebował czasu na ułożenie sobie wszystkiego w głowie. Wreszcie powiedział:
– Ale nie mógł przecież leżeć pogrążony we śnie… Gdzie? I jak długo?
– W grotach Postojny w Jugosławii. I całkiem niedawno został obudzony przez flecistę w bloku. Ten idiota odegrał jego sygnał i Tengel Zły się w niego wcielił.
Morahan, jakby dając wyraz swemu niedowierzaniu, głęboko wciągnął powietrze przez nos, ale był przecież świadkiem, jak to się stało, nie wiedział więc, co myśleć.
– Mów dalej – rzekł tylko. – Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o tobie, o tych, których dotknęło jego przekleństwo.
