
Wickwrackrum wyczołgał się z lasu, trzymając się w zwartej grupie i starając się jak najmniej hałasować. Wspinał się ostrożnie, omijając skały, prześlizgując się od jednego porośniętego wrzosem pagórka do drugiego, aż w końcu zbliżył się do stoku i zatrzymał w odległości pięćdziesięciu jardów od Jaqueramaphana. Był tak blisko, że mógł słyszeć, jak tamten myśli. Gdyby zbliżył się jeszcze bardziej, Skryba na pewno by go usłyszał, mimo że poruszał się w całości i zachowywał najciszej, jak mógł.
— Psst! — zasygnalizował swą obecność Wickwrackrum.
Szok wywołany zaskoczeniem sprawił, że pomruki i pochrząkiwania natychmiast ustały. Jaqueramaphan pospiesznie wepchnął tajemniczy przyrząd obserwacyjny do swego bagażu i także skupił się w zwartą grupkę, starając się myśleć jak najciszej. Przez moment wpatrywali się w siebie nawzajem, a następnie Skryba wykonał kilka śmiesznych gestów, wskazując swoje tympany na ramionach. Posłuchaj.
— Czy potrafisz porozumiewać się w ten sposób? — dobiegły go bardzo wysokie tony, przy których użyciu nie wszyscy potrafili rozmawiać i które pozostają niesłyszalne dla uszu wychwytujących tylko niskie dźwięki. Konwersacja za pomocą wysokich tonów mogła być bardzo trudna, ale gwarantowała możliwość ukierunkowania strumienia mowy na wybranego rozmówcę, a przy tym dźwięk rozchodził się na bardzo niewielką odległość, nikt inny więc nie mógłby ich usłyszeć. Wędrownik kiwnął głową.
— Wysokie tony nie stanowią problemu. — Cała sztuka polegała na wydobywaniu tonów jak najczystszych, aby nie powodować nieporozumień.
