
Pstryknął włącznikiem światła.
Faktycznie, z boku znajdowały się drugie drzwi, tak jak zauważył z korytarza, kiedy rozglądał się tu wczoraj. Ale zabite na głucho. A okno wychodzące na schody przeciwpożarowe? Jasny gwint, zamknięte na amen siatką drucianą, której nie udało mu się dojrzeć z alejki. Drugie okno było otwarte, lecz od bruku dzieliło je dwanaście metrów.
Żadnej drogi ucieczki…
Paul Schumann zaczął się zastanawiać. Gdzie jest Malone? Malone nawiał, chlał piwo w Jersey lub zmienił się w posąg na betonowej podstawie i zniknął pod molem w Red Hook. Nieważne. Paul zdał sobie sprawę, że cokolwiek się stało z tym moczy-mordą, wystawiono mu go tylko na przynętę, a wiadomość, że dziś znajdzie tu śmiecia, była bzdurą do kwadratu.
Z korytarza dobiegło szuranie stóp. Szczęk metalu.
Coś tu bardzo nie gra…
Paul położył pistolet na stole w pokoju, wyciągnął chustkę i osuszył twarz. Nad Nowy Jork nadciągnęły duszne i palące żywym ogniem upały znad Środkowego Zachodu. Ale nie można paradować bez marynarki, kiedy za paskiem nosi się colta kalibru.45 model 1911, tak więc Paul był skazany na garnitur. Dziś miał na sobie lżejszy, jednorzędowy, zapinany na jeden guzik, z szarego lnu. Biała bawełniana koszula z przypinanym kołnierzykiem zdążyła przesiąknąć potem.
Na korytarzu, gdzie na pewno już się na niego szykowali, znów rozległ się szelest. Jakiś szept, po chwili znów metaliczny brzęk.
Paul zastanawiał się, czy wyjrzeć przez okno, lecz bał się, że mogą mu strzelić w głowę. Przed pochówkiem chciał się pokazać w otwartej trumnie, a nie znał specjalistów pogrzebowych, którzy potrafiliby dobrze zamaskować ranę po kuli albo śrucie.
Kto mu deptał po piętach?
Na pewno nie Luciano, facet, Który go wynajął, by zdjął Malone’a. I nie Meyer Lansky. Fakt, obaj byli niebezpieczni, ale nie podstępni. Paul zawsze doskonale wywiązywał się z zadań, jakie mu zlecali, nigdy nie pozostawiając najmniejszych śladów, które wskazywałyby na ich związek z robotą. Poza tym gdyby któryś z nich chciał się Paula pozbyć, nie nadawałby mu lipnej roboty. Paul po prostu by zniknął.
