
Dziadek zamknął oczy. Shira ze zdumieniem patrzyła na jego zaciśnięte, drżące usta.
– W takim razie oni mówili prawdę – szeptał. – Oni mówili prawdę! A ja tyle razy wmawiałem sobie, że to tylko sen.
– Kto mówił prawdę? – zapytała Shira.
Inni rybacy wracający z morza przystanęli i patrzyli na nich z daleka, zaskoczeni. Wokół na trawach nocny szron topniał w porannym słońcu i osada zaczynała się budzić, Z jurty Irovara wyszedł zaspany Daniel, zdumiony, gdzie też się podziali jego gospodarze. Teraz ruszył im na spotkanie. Irovar ukłonił mu się, a potem odpowiedział na pytanie Shiry, a ściślej biorąc, odpowiadał sam sobie:
– Oni mówili, że Shama cię pilnuje. A ty rzucałaś mu wyzwania! Na przykład skacząc ze skały!
– Jacy „oni”, dziadku? Dlaczego wyglądasz tak dziwnie? Ocknij się! Kim ja właściwie jestem?
Irovar próbował się opanować.
– Kim ty jesteś? Jesteś moją wnuczką, córką mojej córki. Twój ojciec był przybyszem. Twoja matka nie była może najmilszą osobą na świecie, ale umarła przy twoim urodzeniu i pokój niech będzie jej pamięci! To wszystko.
– Nie, to nie wszystko! Niekiedy ogarnia mnie taki potworny strach, którego nie umiem sobie wytłumaczyć. Ty wiesz coś jeszcze, dziadku!
On westchnął i ruszył w stronę domostwa. Daniel, który wziął od nich część narzędzi, szedł obok i przysłuchiwał się dyskretnie.
Irovar był człowiekiem bardzo prostym i chociaż posiadał ogromną wiedzę o człowieku i życiową mądrość, to jego słowa były niewyszukane, ale i tak Daniel nie wszystko rozumiał. Musiał sobie w myślach formułować na nowo to, co mówił Irovar, układać w zrozumiałe zdania w swoim nieco akademickim stylu, jaki przejął od Dana w Uppsali. To, co zostanie przekazane w tej opowieści, wyrażone zostanie słowami Daniela. Nie udałoby się spisać dokładnie wszystkiego, co mówili tamtego ranka; z jednej strony bowiem były to jedynie fragmenty zdań, z drugiej zaś dosłowny zapis z tamtego języka, tak bardzo różnego od naszego, byłby niezrozumiały.
