Generał Hilliard wyciągnął grubą, błyszczącą kartę z czarnego plastiku z białym paskiem.

– A to karta kredytowa, którą…

– Wątpię, by była mi potrzebna, panie generale. Wystarczy mi gotówki, poza tym mam kartę kredytową ONI.

– Proszę ją wziąć.

– Dobrze.

Robert przyjrzał się karcie. Była wyemitowana przez bank, o którym nigdy nie słyszał. Na samym dole widniał numer telefonu.

– Nie ma tu żadnego nazwiska – zauważył Robert.

– Jest równoznaczna z czekiem in blanco. Nie wymaga żadnego potwierdzenia tożsamości. Wystarczy polecić, by zadzwoniono pod umieszczony na niej numer. Bardzo proszę, by cały czas miał ją pan przy sobie.

– Dobrze.

– Panie poruczniku…

– Słucham, panie generale?

– Musi pan odszukać tych świadków. Wszystkich, co do jednego. Poinformuję dyrektora, że przystąpił pan do pracy.

Oznaczało to koniec spotkania.

Harrison Keller odprowadził Roberta do recepcji. Siedział tam żołnierz piechoty morskiej. Na widok wchodzących mężczyzn wstał.

– To kapitan Dougherty. Zawiezie pana na lotnisko. Powodzenia!

– Dziękuję.

Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie. Keller odwrócił się i wszedł z powrotem do gabinetu generała Hilliarda.

– Czy jest pan gotów, panie poruczniku? – zapytał kapitan Dougherty.

– Tak.

Gotów, ale na co? W przeszłości wykonywał różne trudne zadania wywiadowcze, ale nigdy jeszcze nie zlecono mu czegoś równie zwariowanego. Miał odszukać nieznaną liczbę nieznanych świadków z nieznanych krajów. Czy istnieją jakiekolwiek szanse powodzenia? - zastanawiał się Robert. – Czuję się, jak Biała Królowa z książki „O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra”. „Ach, czasem udawało mi się uwierzyć w sześć niemożliwych rzeczy jeszcze przed śniadaniem”. No cóż, oto miał całą szóstkę.



12 из 290